608 08 33 33

Pavol – z pobytu w ciemności wyszedłem oczyszczony i lżejszy

Cześć Tomáš i Lenča!

To kilka linijek o ciemności z mojego punktu widzenia:

    • na ciemność się cieszyłem i w miarę zbliżania się terminu zacząłem też ograniczać wszystkie przywary codziennego życia…żadnego alkoholu, papierosa czy kawy (nie żebym normalnie z tym przesadzał…ale miałem przed ciemnością respekt i chciałem tam wejść jak najbardziej oczyszczony)
    • po przyjeździe i miłym powitaniu dostaliśmy podstawowe instrukcje, przeszliśmy się jeszcze z Lukášem po okolicy (do ciemności pojechało nas 2 kumpli, każdy oczywiście we własnym domku 🙂 i spieszyłem się, żeby zgasić światło 😀
  • pierwsze 2 dni dużo spałem – na to cieszyłem się już w domu i naprawdę więcej spałem, niż nie spałem, zaskoczyła mnie jednak wyrazistość snów, która przez cały ten czas tylko narastała.
    Ze snów pamiętałem o wiele więcej, były żywsze….dla mnie sny w czasie ciemności były głównym źródłem autoanalizy
  • trzeciego dnia , kiedy Tomáš przyniósł mi jedzenie, przyznałem się, że zaczynam się nudzić, że nie bardzo wiem, co miałbym robić. Dostałem prostą, ale bardzo trafną odpowiedź: „Nie rób nic, gdzie indziej możesz sobie pozwolić na ten luksus nicnierobienia ? Cała inspiracja przychodzi do człowieka, kiedy nic nie robi albo wykonuje monotonną czynność i nie myśli…malarz nie namaluje obrazu myśleniem…„
  • Od tej pory STARAŁEM się nic nie robić….starał jest celowo wielkimi literami, bo to część mojej największej lekcji z ciemności….o tym niżej
  • Kolejne dni wyglądały u mnie bardzo podobnie – w ciągu dnia analizowałem sytuacje ze swojego życia, czasem sobie popłakałem, rozbawiłem samego siebie albo się wkurzyłem….zawsze cieszyłem się na jedzenie, które było świetne, a przede wszystkim dużo spałem – czuwanie w ciemności, gdzie „nic” się nie działo, przeplatało się z bardzo dynamicznymi snami .
  • Intensywność snów narastała, często potrafiłem świadomie nimi sterować, śniły mi się sny w odcinkach albo sny we śnie, kiedy budziłem się ze snu tylko po to, by wejść w kolejny sen.
  • Pobyt zakończyłem przed czasem, po 6 nocach, kiedy poczułem, że intensywność przeżyć jest już za duża i zacząłem się w nich gubić
  • Wyszedłem na zewnątrz oczyszczony ze starych, niepotrzebnych poglądów i zdecydowanie lżejszy…największa lekcja przyszła po rozmowie w domku kumpla, kiedy przyszedłem mu powiedzieć o swoim wcześniejszym wyjeździe – rozmowie razem z Lenčą i Tomášem, którzy bardzo pomogli mi to sobie uświadomić – tą lekcją była KONTROLA…
  • Już z poprzednich linijek widać, że starałem się mieć wszystko pod kontrolą, od przygotowań do ciemności, przez próby nicnierobienia, aż po wpływanie na przebieg własnych snów. Dopiero po rozmowie z tymi wspaniałymi ludźmi byłem w stanie poczuć niewidzialne-oczywiste: że rzeczy dzieją się same, a my możemy im jedynie przeszkadzać – jak wtedy, gdy próbujemy rękami zmienić bieg rzeki…jedyne, co osiągniemy, to że się zmęczymy, a i tak stanie się to, co ma się stać. Że nawet nasze myśli tworzą się same, to nie my je tworzymy, możemy je jedynie zatrzymywać i tym samym blokować przychodzenie nowych myśli
  • W ciągu miesiąca po ciemności przyszło jeszcze wiele nowych uświadomień, a moje reakcje na życiowe sytuacje są często inne niż wcześniej.
  • Na podstawie moich doświadczeń poleciłbym ciemność każdemu, kto o tym myśli, a sam się cieszę, że wybrałem właśnie pobyt w ciemności u Tomáša i Lenčy.

Co uznacie za stosowne, możecie wykorzystać też na stronie dla innych, a ja dziękuję Wam za pobyt 🙂

Pavol (27)

Pavol i Luky, pobyt w ciemności

Tomáš – terapia ciemnością to najbardziej świadomie spędzony czas

Czas spędzony na terapii ciemnością
To było kilka lat temu, kiedy po raz pierwszy dowiedziałem się o terapii ciemnością i bardzo mnie zaciekawiła. Wtedy jednak nie byłem gotowy na pobyt w ciemności i z czasem ta myśl się ulotniła. Przez ostatnie kilka miesięcy zacząłem czuć, że mój wymagający styl życia (menedżer, sportowiec) mnie wykańcza, a moich codziennych nawyków nie łączyłem już z radością i entuzjazmem, tak jak kiedyś. Nie potrafiłem znaleźć czasu tylko dla siebie i ciągle zajmowałem umysł powierzchownymi czynnościami. Schematyczne życie pełne negatywnych myśli doprowadziło mnie do wewnętrznej pustki, i to wszystko w wieku 28 lat. Zacząłem czuć, że czas zrobić coś zasadniczego, i do głowy znów wróciła mi myśl o pobycie w ciemności.

Miejsce na pobyt w ciemności wybierałem starannie

Przeczytałem w internecie kilka stron i chociaż mieszkam na drugim końcu kraju, ujęła mnie życzliwość i otwartość, z jaką Tom i Lenka prezentują się na swojej stronie. Od razu miałem więc jasność co do miejsca mojego pobytu w ciemności.

Zanim przyjechałem na pobyt w ciemności

Mój pobyt „zaczął się” 4 dni przed przyjazdem, zaraz po tym, jak dostałem potwierdzenie wolnego terminu na 5 dni (6 nocy). Od tej chwili nie potrafiłem myśleć o niczym innym, a w głowie ciągle mieszały mi się myśli o tym, co tam będę robił, co mnie tam czeka, strach przeplatał się z entuzjazmem i euforią. Byłem jednak w pełni zdecydowany pójść do ciemności i czułem, że to właściwa rzecz.

Opisywanie uczuć, myśli, wizji i przeżyć, które działy się podczas pobytu w ciemności, wystarczyłoby na bardzo długą opowieść, a słowami trudno je oddać. Ogólnie jednak przeżyłem mnóstwo momentów i chwil, których doświadczyłem pierwszy raz w życiu i których w realnym świecie człowiek nawet nie jest w stanie osiągnąć. I już tylko dla tych chwil warto było pójść do ciemności.

Po pobycie w ciemności

Do ciemności nie szedłem z żadnym konkretnym celem, chciałem pozwolić, żeby wszystko płynęło jakoś samo. Naprzód gnała mnie myśl o nieskończonych możliwościach, które mogą się pojawić. Coś jak wtedy, gdy w dzieciństwie otwierałem jajko niespodziankę i z zachwytem wyobrażałem sobie, co w nim może być.

Po powrocie do normalnego życia nie odczuwałem wyraźnych zmian, dopóki kilka osób nie powiedziało mi, że sprawiam wrażenie bardziej zrównoważonego. Sam jakoś tego nie zauważałem, ale zastanowiłem się nad tym i uświadomiłem sobie, że na mnóstwo rzeczy patrzę inaczej.

Zacząłem więcej myśleć o swoich uczuciach i nie bałem się spędzać czasu sam ze sobą. Na przykład: po długich latach znalazłem czas na spokojny samotny spacer do parku, gdzie położyłem się na ławce i obserwowałem wszystko wokół siebie. Rzecz, która kiedyś wydawała mi się zupełnie bez sensu.

Terapia ciemnością pomogła mi się wyciszyć

Przestałem tak gnać i staram się zarządzać swoim czasem, a nie żeby on zarządzał mną. Patrzę na sytuacje z większym dystansem (korek nie zniknie od tego, że będę zły, bo nie zdążę). Oczywiście te rzeczy nie dzieją się automatycznie, po prostu bardziej je sobie uświadamiam.

Zacząłem bardziej zastanawiać się nad czynnościami i ich sensem dla mojego umysłu i ciała. Chcę przywrócić tę radość z siatkówki, z którą wychodziłem po grze z przyjaciółmi. Brakuje mi bowiem tego dziecięcego zachwytu nad drobiazgami i zaangażowania nawet w najzwyklejszą rzecz.

Najważniejsze jest jednak to, że po pobycie w ciemności bardziej uświadamiam sobie swoje uczucia w określonych sytuacjach, zastanawiam się, skąd dane uczucie się bierze i jak zastąpić je lepszym.

Na pewno nie wspomniałem o wszystkich wpływach, jakie miała na mnie ciemność, ale te są największe.

Na koniec: Ciemność sama w sobie jest absolutnie magiczną, bezpieczną i piękną rzeczą. Proces strachu i obaw przed ciemnością tworzy się tylko w naszej głowie, wyobraźni i myślach. Pobyt w ciemności był dla mnie najbardziej świadomie spędzonym czasem w moim życiu. Z drugiej strony była to też najtrudniejsza próba, jaką przeszedłem. Jestem z siebie naprawdę dumny.

Bardzo dziękuję Tomowi i Lence za rozmowy, które dodały mi sił na kolejne dni, a specjalne podziękowania należą się Lence za absolutnie wyjątkową kuchnię, którą w myślach delektuję się jeszcze dziś 🙂

Tomáš

Petr – pobyt w ciemności zachowałem w sobie do dziś

Pobyt w ciemności i uważnośćŻyczę wszystkim pięknego dnia i przesyłam pozdrowienia Tomášowi i Lence!

Wspomnienia z pobytu w ciemności

Poświęcenie kilku linijek pobytowi w ciemności, który przeszedłem w zeszłym roku, z początku nie wydawało mi się konieczne. Wszystko było naturalne i spokojne. Odbierałem to jako kolejny krok w życiu, dzięki któremu posuwam się dalej, i nie było to nic aż tak wielkiego, żebym musiał to przekazywać czy reflektować. Czas na pisanie znajduję dopiero dziś, kiedy wspominam pobyt w ciemności.

Przygotowania umiliłem sobie już w drodze do Lomca. Wysiadłem na przedmieściach Kutnej Hory, zaszedłem do Chlístovic na Sion i powoli skierowałem się do Březovej. Przyjazd miałem wieczorem, więc był czas, żeby jeszcze przed snem oczyścić głowę.

Pierwsze dni w ciemności

Pierwszy dzień, dwa upłynęły na spaniu i utracie rachuby czasu. Wyobrażenie tego wewnętrznego napięcia, kiedy nie wiesz, która właściwie wybiła, porzuciłem w chwili, gdy nabrało „kształtu”. A był nim dzwoniący budzik bez wskazówek. Takie zawzięte dzwonienie i bez przerwy, bo ten budzik właściwie nie wie, kiedy jest właściwa pora. Kiedy go wyłączyłem, pozostałe dni były już tylko o przeżyciach.

Może należę do tych, którzy jeśli chodzi o wrażenia, mają wrażliwość dębowego pnia. Ale co się w niego wryje, długo przetrwa. Ciemności to się udało. Noszę ją ze sobą dalej. Chronię się w niej, kiedy wir tego, co dzieje się wokół i we mnie, próbuje mnie porwać. Medytacja i praca przychodzą mi łatwiej. Wiele bodźców potrafiło mnie wcześniej rozproszyć łatwiej niż dziś. To jak wykład przed hałaśliwą publicznością. Zamiast prób przekrzyczenia jej okazało się łatwiej zwolnić i znaleźć jedną czy dwie osoby, które rozpraszają resztę. Obie łatwo się gubią w tłumie, dopóki nie skupisz uwagi na każdej z osobna. Pozbawione anonimowości milkną albo przeciwnie, poruszają coś bardzo inspirującego (za mną lub przeciwko mnie). Jedno i drugie jest świetne. Stosuję to do swoich myśli. Wzmacnia to introspekcję i pogłębia samopoznanie. Tak przyglądałem się w ciemności swojemu spokojowi, podekscytowaniu, chęci wyjścia, chęci zostania itd. Znikały albo przynosiły coś inspirującego. To zachowałem w sobie do dziś.

Pobyt w ciemności nie jest dla każdego

W moim otoczeniu niewiele osób zainteresował pobyt w ciemności. Ta wizja przeważnie przeraża. Myślę, że nie bałem się ani przed pobytem, ani w jego trakcie. Na swój sposób chciałem sprawdzić, czy to postawa, którą ciemność wstrząśnie. Tak się nie stało. Pobyt w ciemności mogę polecić także tym, którzy mają się dobrze i chcą tylko spróbować. Ciemność jest spokojna i nie będzie cię niepokoić. Wierzę jednak, że udawanie luzu to dość głośna muzyka, którą ciekawie może być zabrać ze sobą do ciemności.

Czytam to po sobie i muszę dodać, że po ojcu jestem porywczym cholerykiem, który nie sięga daleko ani po słowo, ani po rozładowanie emocji. Tak było, jest i pewnie też będzie. W ciemności i bez publiczności cała masa naturalnych wybuchów wydawała mi się jednak śmieszna i jakaś bez efektu. Nad tym zamierzam w przyszłości pracować. Dziękuję za możliwość, by to sobie uświadomić.

Trzymajcie się pięknie, w ciemności i w jasności!

Petr

Michal – Pobyt w ciemności pomógł mi robić rzeczy sercem

 

Pobyt w ciemności - dokąd i jak
O pobycie w ciemności wspomniał mój kumpel. Długo się nie odzywał i nagle zaczął „sypać” mądrościami. Nagle zeszło na leczenie ciemnością. Spodobało mi się to i zacząłem o tym tak dla jaj myśleć i podrzucać to mojej dziewczynie, żeby zobaczyć, jak zareaguje.

Dziewczyna nie była zachwycona moim pobytem w ciemności

Jej reakcja na pobyt w ciemności nie była zbyt pozytywna. Nagle przyszła myśl i się zapisałem. Termin był dopiero na maj, ale chciałem wcześniej. Czułem kryzys i potrzebę, żeby odpocząć i pobyć sam ze sobą. Przyszedł e-mail, a w nim napisane, że zwolnił się termin w marcu. Napięcie. Stres. Nie mogłem spać, skupić się na pracy. Nerwy. Ogromne. Cieszyłem się, ale jednocześnie miałem ogromny strach. Ciągle chciałem się z tego jakoś wymigać. W końcu się zdecydowałem i pojechałem. Tydzień wcześniej przestałem ogarniać maile, telefony i zacząłem się psychicznie przygotowywać. Dwa dni wcześniej wyłączyłem telefon i byłem tylko ja i moja dziewczyna.

Bałem się zacząć pobyt w ciemności

Miałem ogromny strach przed zgaszeniem światła, nie wiedziałem, co będę robił. Człowiek, który na co dzień pracuje z ludźmi, dzwoni, gada. Nagle jest sam, nie widzi, nie słyszy i nie ma prawie nic wokół siebie. Pierwszy dzień był w porządku, standardowa higiena i poszedłem spać. Pierwszą noc przespałem. Kolejne dni prawie nie mogłem zasnąć, śniły mi się straszne sny, ciągle pojawiały się przede mną jakieś obrazy, ktoś mnie straszył, słyszałem dźwięki itd…to tempo narastało i było  coraz gorzej.

Czekanie na jedzenie było coraz dłuższe

Czas od obudzenia się, śniadania i potem czekania na jedzenie był coraz dłuższy i nie wiedziałem, co robić. To było wykańczające. CIEMNOŚĆ. NIE SŁYSZYSZ. NIE WIDZISZ, prawie nie mówisz. Tak było aż do wtorku i wtedy nagle zacząłem przeżywać swoje życie. Widziałem, jak się urodziłem, przedszkole, szkoła, moje pierwsze miłości, rodzina. W większości jednak wszystkie złe sytuacje, które w życiu spie*doliłem albo zrobiłem źle, a człowiek chciał je przeżyć jeszcze raz. Bez złości. Bez oporu. Pozwolić im przejść przez ciało.  Ciśnienie w głowie narastało.

A ja zakończyłem pobyt w ciemności dopiero w sobotę

Zmieniło się mnóstwo rzeczy..nie OD RAZU, ale przychodzi to naturalnie. Ktoś albo coś mówi mi w środku, co mam robić, jak mam to robić. Czego nie chcesz, nie rób. Więcej rzeczy robię sercem i robię rzeczy, których wcześniej bym nie robił. Nawet jeśli przynosi ci to pieniądze, nie ma to sensu. Nie rób tego (mówi mi ktoś w środku) Nie goń za wszystkim za wszelką cenę. Żyj!! Nie gap się w telefon i gadaj z ludźmi. Ciesz się każdą swoją chwilą. Kochaj. Wybaczaj. Bądź szczery. Zmieniła się moja pozycja w negocjacjach. W pewnych sprawach zyskałem więcej pewności siebie. Inaczej, lepiej odbieram swoją dziewczynę. Lepiej odbieram też rodzinę. Inaczej się z nimi komunikuję i mnóstwo innych nowych rzeczy. Mam więcej cierpliwości, Jestem spokojniejszy. Więcej rozmawiam z ludźmi. Otwarcie. Uświadomiłem sobie mnóstwo rzeczy, których przed pobytem nie dostrzegałem.

I już sam nie wiem, wczułem się w to i gubię się w tym. To nie jest jak artykuł o pobycie w ciemności, tylko raczej jak informacja zwrotna dla was, Tome i Leni.

Pozdrawia Michal

Lída – każdy idzie na pobyt w ciemności po coś swojego

Cześć, Tomie 🙂

 

przesyłam pozdrowienia wam obojgu do Lomca i piękne wspomnienie…

 

Ciągle przewracam w głowie, co napisać i jak to ocenić, żeby mnie samej nie wydawało się to dziwne 🙂

Pobyt w ciemności to piękny proces

Zdecydowanie piękny proces. Każdy z nas idzie na pobyt w ciemności po coś swojego… Ja wyjeżdżałam z poczuciem oczyszczenia, złagodnienia, lekkości i ponownego połączenia ze świadomością samej siebie. To ponowne połączenie uważam za największą rzecz, jaką mogło mi to dać, i od tamtej pory to połączenie jest ciągle ze mną i prowadzi mnie w codzienności. Oczywiście mam możliwość obserwować, jak się odłączam i wtedy wpadam w jakiś zły nastrój-depresję, ale kiedy to zauważę i połączę się z powrotem z „tym miejscem” we mnie, czuję, że tam jest to prawdziwe, kim jestem (i kim jesteśmy wszyscy).

Przeczytałam zdanie, „że myślimy, że Bóg obserwuje nas z góry, a on obserwuje nas od środka”… czuję, że po pobycie w sanktuarium jestem bliżej… i jestem za to pokornie wdzięczna.

Bezpieczny pobyt w ciemności

Bezpieczny pobyt w ciemności

Jeśli chodzi o sprawy praktyczne, bardzo doceniłam, jak wymyśliliście zamykanie sanktuariów, super. Czułam się bezpiecznie, że jestem zamknięta, ale że wy z drugiej strony macie w każdej chwili dostęp.

Następnym razem wzięłabym swoją kołdrę do spania, ta cieniutka mi nie wystarczała, musiałabym chyba drastycznie grzać, a w tym z kolei nie czuję się zbyt dobrze. Lenka uratowała mnie, pożyczając mi dodatkowy koc, dziękuję!

Rano brakowało mi możliwości napicia się gorącej herbaty, oddałabym za nią chyba wszystko 🙂  Dla mnie lepiej byłoby dostać termos z herbatą rano, cieszyłabym się pyszną herbatką przez cały dzień, na noc już nie piję. Rano herbata była już tylko letnia i kwaskowata. Albo następnym razem wzięłabym mały czajnik elektryczny i herbatę na rano.

 

Tomie, bardzo wam dziękuję za udostępnienie tak pięknej przestrzeni i za waszą opiekę, nie umiem tego nawet wyrazić…

Przesyłam życzenia wszystkiego dobrego wam wszystkim, tak, i to wieczne światło, to jest dokładnie to 🙂

Uważajcie na siebie,

Lída

Karel – drugi pobyt w ciemności jest głębszy

Zamyślony mężczyzna siedzący wśród zieleni

Kiedy wybrałem się na pobyt w ciemności po raz drugi, wiedziałem już, czego mogę się spodziewać. Cieszyłem się pobytem w pełni od pierwszej minuty – ledwie zamknęły się za mną drzwi domku i zgasiłem światło, umysł zaczął zalewać mnie fantastycznymi obrazami, surrealistycznymi animacjami,  niemal psychodelicznymi wizjami, w które wsiąkałem, gubiłem się w nich i znowu wynurzałem do zwykłej świadomości.

Głębsze i bardziej kosmiczne przeżycie

Życie senne było przez cały pobyt niezwykle bogate – już pierwszej nocy spontanicznie przeżyłem siedem świadomych snów! W kolejnych dniach umysł stopniowo się opróżniał, przeżywałem głębokie stany medytacyjne, delektowałem się wszechogarniającą ciszą, od czasu do czasu zastanawiałem się nad najróżniejszymi tematami, oddawałem się coraz głębszym i bardziej plastycznym obrazom z najróżniejszych mitologii czy religii albo sam siebie zabawiałem wymyślaniem „inteligentnych bzdur”, dziwacznych historii i przykładów kosmicznej ironii. Korzystne skutki pobytu w ciemności intensywnie odczuwałem jeszcze przez kilka dni po powrocie do rzeczywistości, a z długofalowych korzyści czerpię do dziś.

Czy wybiorę się na pobyt w ciemności po raz trzeci?

W ciemności na pewno nie byłem ostatni raz i mam nadzieję, że następny pobyt będzie jeszcze głębszy i znowu nieco bardziej „zobowiązujący” w odniesieniu do codziennej egzystencji.

Pozdrawiam

Karel

Zuzana – ostatni dzień pobytu w ciemności był najważniejszy

Lew w klatce - pobyt w ciemności

Drodzy gospodarze, Lenko i Tomáši.
Bardzo dziękuję za to, że robicie to, co robicie. I że robicie to tak dobrze. Pobyt w ciemności u was był dla mnie bardzo niezwykłym doświadczeniem, dowiedziałam się o sobie także rzeczy, których akurat nie chciałam wiedzieć. Ale i one są ważne. I do tego odpoczęłam. Jeden z najlepszych urlopów, na jakie sobie pozwoliłam. Poważnie myślę o tym, że będę potrzebować „drugiej rundy”.
Jeszcze raz dziękuję, że się mną zajęliście, mimo że zaburzyło to wasz plan. Maila potem znalazłam. Nie przeczytałam go. Pobyt podzieliłabym może na dwie kategorie. Obsługę, którą zapewniacie wy, i sam pobyt w ciemności, gdzie pracować musimy my, uczestnicy.

 

Pobyt w ciemności przed jedzeniem i po jedzeniu

Obsługa była świetna. W domku szybko się zorientowałam, ułożyłam sobie rzeczy tak, że zawsze je znajdowałam, kiedy potrzebowałam. Pobyt w ciemności był właściwie podzielony na przed jedzeniem i po jedzeniu. Żałuję tylko, że nie widziałam, jak jedzenie wygląda. I że czasem nie poznałam, z czego jest ugotowane. Ale zawsze poznałam, że bardzo mi smakuje. Dla mnie było miło, że miałam choć krótki kontakt z kimś, najczęściej z Tomášem.

Sam pobyt w ciemności był moją pracą

Sam pobyt, czyli moja praca. Ciemność w ogóle mi nie przeszkadzała, jak napisała jedna uczestniczka:”ciemność przyjęła mnie łagodnie”. Dokładnie tak, ciemność przyjęła mnie łagodnie i była dla mnie bardzo przyjemna. Dziękuję też za słuchawki, ich również dużo używałam. Pomagały mi jeszcze bardziej się odizolować i dostać się głębiej w siebie? Jakoś tak bym to opisała. Raz nawet w nich zasnęłam. Choć program był ciągle ten sam, nie nudziłam się. Pierwsze dni dużo spałam. Przed jedzeniem ćwiczenia, spać, potem mantry i modlitewki, spać, rysowanie, spać, jedzenie, prysznic, spać i tak w kółko. Mniej więcej od środy? spałam już mniej, więc mantry i modlitewki były częstsze. Niezwykłe było dla mnie to, że po pierwsze bardzo dobrze orientowałam się w przestrzeni i że „widziałam” rzeczy, które tam mam. Kiedy po nie sięgałam, były jakieś pół metra obok. A kiedy potem zapaliłam światło, odkryłam, że wymiary przestrzeni, w której spędziłam tydzień, są zupełnie inne.

Najtrudniejszym dniem pobytu w ciemności był piątek.

Byłam już świadoma tego, że pobyt w ciemności się kończy, i miałam silną ochotę zakończyć go od razu. Dość długo chodziłam jak lew w klatce i powtarzałam sobie regułkę, którą dostałam na początku. Wyjdź w sobotę. W końcu się uspokoiłam i zaczęły się dziać rzeczy. Nagle przypomniałam sobie ludzi i wydarzenia, o których od lat nie myślałam. A mantry i modlitewki „szły” na całego. Z perspektywy czasu myślę, że to był najważniejszy dzień. Mam wrażenie, że potem już nie spałam, a mimo to rano byłam rześka i czułam się świetnie. Także spotkanie z innymi uczestnikami było bardzo przyjemne.

Jeszcze raz dziękuję za możliwość zdobycia tych doświadczeń. Co powiedziałabym tym, którzy przyjadą? Czytajcie także maile, które przyjdą później, i przede wszystkim. Wytrzymajcie do soboty. To uczucie, kiedy wychodzicie na zewnątrz i że daliście radę, jest wspaniałe.
Jeszcze raz pozdrawiam.
Zuzana

Šárka – przez tydzień cieszyłam się nicnierobieniem w ciemności

Cześć Lenko i Tomášu,

minęły już prawie dwa miesiące od mojego pobytu w ciemności i dopiero teraz zabrałam się za napisanie paru linijek. Zanim w styczniu nadszedł dzień D, pochłaniałam na stronie wszystkie opisy ludzi, którzy byli tam przede mną, i zastanawiałam się, jak to będzie wyglądało u mnie.

Pobyt w ciemności był ciekawym doświadczeniem

To było ciekawe tygodniowe doświadczenie. Niezwykłe było już to, jak człowiek odbiera przestrzeń, kiedy jest oświetlona, a potem, kiedy porusza się w niej po ciemku. Kiedy jeszcze przy świetle zobaczyłam tę malutką przestrzeń w domku, myślałam sobie, że przez ten tydzień na pewno będzie mi brakowało ruchu i miejsca, ale muszę przyznać, że ćwiczyłam tylko pierwszego dnia, a potem przez cały tydzień tylko się wylegiwałam i cieszyłam się nicnierobieniem i spokojem. Wzięłam ze sobą śpiwór, a syn pożyczył mi swojego ulubionego pluszaka. Zrobiłam sobie na łóżku bezpieczne gniazdko, przytulałam się do pluszaka i czułam się jak u mamy w brzuchu. Całkowite bezpieczeństwo, spokój i błogość. Ileż razy wstawałam niechętnie, bo już naprawdę pilnie musiałam do toalety, a w drodze z powrotem do gniazda nie mogłam uwierzyć, jak długa jest ta droga. Byłam ciekawa, czy przyjdą jakieś halucynacje. Przyszły tylko dwie, i to jeszcze pierwszego dnia, poza tym przez cały czas widziałam tylko ciemność. Drugiego czy trzeciego dnia trochę piekło mnie oko, więc dość żałowałam, że nie mam ze sobą kropli do oczu. Ciekawe było dla mnie to, że choć w prawdziwym życiu ciągle coś w głowie przemielam i mam mnóstwo myśli i wyobrażeń, tutaj nie było żadnych myśli ani wyobrażeń, a nawet nie potrafiłam przywołać kolorów. Sny miałam czarno-białe. Mózg nie pozwalał mi o niczym myśleć. Więc tylko gapiłam się w przestrzeń i nie robiłam zupełnie nic. Po prostu sobie istniałam. Zawsze było miło, kiedy Lenka przychodziła pogadać. U Tomáša z kolei doceniałam wszystkie techniczne informacje, które przez drzwi przekazywał w zrozumiały sposób, kiedy przynosił jedzenie i odkładał je w przedsionku na półeczkę, np. jak otworzyć termos z zupą albo ile pudełek z jedzeniem przyniósł. Nigdy nie dawałam sobie powiedzieć, co dostaję do jedzenia, więc zabawnie było udawać mądralę i myśleć, że skoro pachnie jak spaghetti bolognese, to jest to spaghetti bolognese. Jedzenie było dobre, było go naprawdę dużo, więc naprawdę nie ma sensu brać zapasów, ale nie wszystko mi smakowało.

Dostałam kozi ser … fuj 🙂

Na przykład raz wyplułam coś, co śmierdziało myszami, miało taką gumowatą, maziowatą konsystencję i nie mogłam dojść do tego, co to jest, aż mnie olśniło, że to kozi ser. Brrr, tego naprawdę nie przełknę. Wybrałam wyżywienie wegetariańskie, ale gdybym poszła na to jeszcze raz, spróbowałabym raczej samych owoców i warzyw. Nigdy nie zapomnę, jak cudownie w ciemności smakuje, a przede wszystkim pachnie zwykła sałatka warzywna. To było najlepsze jedzenie z całego tygodnia. W ciemności w ogóle nie miałam ochoty na nic ciepłego i ciekawe było też to, że to, co normalnie w realu mi smakuje, w ciemności jakoś specjalnie mi nie wchodziło. To nic przeciwko temu jedzeniu, to raczej zmiana smaków w ciemności. Najbardziej smakowała mi zwykła woda z kranu, warzywa i owoce. Jednego dnia zdarzyło mi się też, że w myślach wymarzyłam sobie wcześniej jakieś danie i naprawdę potem znalazłam je w pudełku.

Czułam wdzięczność, miłość i spokój

Poza tym przez pierwsze trzy dni czułam głęboką wdzięczność za samo życie, miłość i spokój, od środy zaczęłam się strasznie nudzić i pojawiła się wewnętrzna agresja i złość, kiedy myślałam sobie, czy w ogóle jest mi to potrzebne, że zamiast wylegiwać się tu w łóżku, mogłabym na przykład jeździć na nartach w górach. Więc od środy odkryłam w sobie samodyscyplinę, która nie pozwoliła mi tego rzucić i zapalić światła. W sobotę, kiedy zadzwonił budzik, byłam z siebie naprawdę dumna, że dałam radę pobytowi w ciemności. Mam nadzieję, że moje pisanie było choć trochę ciekawe dla uczestników, którzy dopiero wybierają się do ciemności.
Lenko i Tome, myślę, że jesteście po prostu dobraną parą.

Šárka

Ondra – czy pobyt w ciemności ma mieć sens i pożytek?

Cześć Tomku i Lenko,

spróbuję spełnić waszą prośbę i opisać, jak przebiegł tygodniowy pobyt w ciemności i co działo się po nim aż do dziś, kiedy mija dokładnie miesiąc, odkąd wyszedłem z ciemnej komory w waszym ogrodzie w Lomcu koło Úmonína. Myślę, że nie będę się poświęcał opisowi swojej podróży, samego miejsca ani tego, co poprzedzało moje doświadczenie – to wszystko padło tu już wielokrotnie z ust wielu ludzi, więc sądzę, że raczej nie zdołam do tego dodać nic nowego i odkrywczego. Poza tym właściwie nie wydaje mi się to istotne. Ważne jest, w jaki sposób ciemność podziałała na moją duszę, i tym spróbuję się z wami podzielić.

Czy pobyt w ciemności ma sens?

Nie będę udawał, że podczas pobytu w ciemności potrafiłem idealnie odróżniać swoją obserwację sytuacji od emocji i myśli, które kłębiły mi się w głowie – moje zainteresowanie całym doświadczeniem było z jednej strony „analityczne”, czyli przeżyć doświadczenie w ciemności i opisać je własnymi oczami, a z drugiej strony wierzyłem też, że pobyt w ciemności wywoła we mnie pewne zmiany, które ostatecznie wyjdą na dobre mojemu życiu. Poza tym od jednego dobrego znajomego, który jako pierwszy udzielił mi jakichś informacji o pobycie w ciemności już pięć lat temu, znałem jego opowiedziane doświadczenie, które w dużej mierze ukształtowało moje oczekiwania – a jak pewnie wynika już z poprzednich zdań, moje oczekiwania były całkiem spore 🙂

Bałem się zgasić światło i zostać w ciemności

Jeszcze zanim sam zgasiłem światło w pomieszczeniu i zanurzyłem się w ciemności, przeżyłem chwilę niepokoju, kiedy bałem się, że ciemność przygniecie mnie jak ciężka pierzyna, pod którą nie będę mógł oddychać. Ponieważ przed rzeczami, nad którymi nie mam pełnej kontroli, najczęściej „bronię się” modlitwą, poprosiłem Boga (albo siłę mu odpowiadającą), żeby ciemność była dla mnie raczej legowiskiem, w którym będę mógł się wygodnie umościć, niż duszącą kołdrą. I moja modlitwa została wysłuchana, i rzeczywiście potem odbierałem ciemność dużo przyjaźniej, niż początkowo się spodziewałem. Mimo to już pierwszej nocy nie nadszedł oczekiwany długi i nieprzerwany sen, o którym często opowiada wielu ludzi z doświadczeniem ciemności – w moim przypadku było to raczej zamroczenie, kiedy między poszczególnymi snami przebłyskiwały różne oznaki objawów chorób – porównałbym to trochę do dziecięcego przeżycia gorączki z jej lekkim majaczeniem. Miałem jakiś półsen o tym, że są ze mną w pomieszczeniu jeszcze dwie osoby, i miałem też wrażenie, że do ciemności nieustannie skądś wpada światło – sen był właściwie nieustającą próbą zatkania wszystkich wciąż pojawiających się rzekomych okien, wizjerów i szczelin, które wydawały mi się „psuć” doświadczenie ciemności. Zresztą w ciągu pierwszych dwóch dni rzeczywiście kilka razy zobaczyłem światło, czy to kiedy nie zamknąłem na czas oczu, gdy Tomáš przychodził z jedzeniem, czy kiedy podczas przeszukiwania przestrzeni sanktuarium natrafiłem na kontrolkę licznika prądu pod umywalką – cena za wścibską ciekawość J

À propos snów: Przez cały pobyt w ciemności sny były niesamowicie barwne, różnorodne i bardzo łatwe do zapamiętania (pewnie także dlatego, że po przebudzeniu w ciemności nie były od razu wypychane poza świadomość przez działanie świata zewnętrznego), ale co mnie w nich zaciekawiło może jeszcze bardziej – że były w jakiś tajemniczy sposób stabilne – senny zamek na przykład zachował ten sam kształt i układ pomieszczeń przez cały długi czas trwania snu, sen o przejażdżce samochodem po praskiej Libni, Holešovicach i Žižkovie mniej więcej wiernie odwzorowywał ich prawdziwą mapę, nieistniejący placyk w jakimś mieście nad Łabą pojawił się nawet w dwóch oddzielnych snach. Nie wiem, co o tym myśleć, ale w każdym razie sny były dla mnie chyba najbardziej realnym kontaktem z nieświadomą częścią mojej istoty (zbliżenie tych przeciwieństw było kolejnym moim oczekiwaniem i celem), jaki zdarzył mi się w ciągu tamtego tygodnia. Chyba nie ma miejsca, żeby opisywać je szczegółowo, ale jeśli w tamtym tygodniu miałem poczucie, że jestem w kontakcie z „obiektywną psyche”, czymś, co mnie w duchowym krajobrazie przekracza, to właśnie w snach, a kiedy teraz, po czasie, odświeżam sobie zapiski snów, które zanotowałem po wyjściu z ciemności, zdumiewa mnie bogactwo materiału, który się w nich pojawia. Może jednak nie wytrzymam i podzielę się sceną, która śniła mi się ostatniej nocy w ciemności, a w której stracono jakiegoś młodego mężczyznę – według snu patriotę i bohatera rewolucji amerykańskiej, skazanego za bliżej nieokreślony czyn na ścięcie gilotyną, i to z góry, prostopadle do osi głowy – czyli tak, żeby został przepołowiony dokładnie wzdłuż i od frontu pozostał nienaruszony (w celu wystawienia jego ciała w muzeum historii narodowej). Choć ja i kilka innych osób byliśmy pomocnikami egzekucji, którą w dziwny sposób wykonywał na sobie sam, i byliśmy właściwie jej jedynymi świadkami, nie zgadzaliśmy się z nią. Próbując jakoś znaleźć w całej tej dziwnej sytuacji jakiś rozsądny sens, wypowiedziałem zdanie, że „każdy inny kraj taka afera by rozbiła, ale Amerykę wzmocni.” Nie chcąc wciągać do bezczasowego świata nieświadomości politycznej bieżączki, musiałem się jednak zatrzymać nad tym, że sen przyśnił mi się w dniu, kiedy „na zewnątrz” zaprzysiężono na prezydenta USA Donalda Trumpa 🙂

Miałem wobec pobytu w ciemności oczekiwania

Ale zostawmy już sny. Wspominałem już, że wchodziłem do ciemności z mnóstwem oczekiwań, a historia tamtego tygodnia była właściwie pouczającą drogą do tego, że te oczekiwania przeważnie się nie spełniały, a ja godziłem się z tym faktem. Na podstawie relacji mojego kolegi sądziłem na przykład, że prędzej czy później pojawią się u mnie deprywacyjne halucynacje wzrokowe, i w pierwszych dniach byłem nawet trochę zdenerwowany, że żadne nie przychodzą. Nie stroniłem też od różnych rozważań o „nudnej nieświadomości”, którą w tamtej chwili tłumaczyłem sobie indywidualnie, co było zdecydowanie niemądre. Z drugiej strony, być może właśnie dzięki rozdźwiękowi między oczekiwaniami a tym, co ciemność rzeczywiście mi oferowała, doszedłem do spraw znacznie ciekawszych. Pomagały mi w tym krótkie rozmowy z Tomášem, odbywające się około południa razem z przyniesieniem jedzenia – stopniowo coraz bardziej uświadamiałem sobie, że te oczekiwane iluzje i tak byłyby raczej „jarmarcznym” omamem bez prawdziwego sensu, a istota pobytu w ciemności tkwi gdzie indziej. Tym łańcuchem rozważań i dzięki facylitacji Tomáša stopniowo doszedłem do problematyki obserwatora, prawdziwej, trwalszej istoty zdolnej patrzeć na wzburzenia umysłu i ciała i uświadamiać sobie, że nie jest z nimi tożsama. Należę do ludzi, którzy ze względu na swoją raczej logiczną konstrukcję co prawda dużo przeczytali o naturze absolutu, ale tylko bardzo rzadko udało im się mieć z nim jakieś prawdziwe doświadczenie. I właśnie w tym pobyt w ciemności jest cenny i pożyteczny – myśli i do pewnego stopnia także emocje rzeczywiście udaje się tam lepiej obserwować i na swój sposób być świadomym, że naprawdę tylko mi się przydarzają, ale nie są ze mną tożsame – ciemność daje z jednej strony dystans między obserwatorem a wszystkim, co zewnętrzne, a z drugiej trochę spowalnia przepływ myśli i wrażeń, czym znów przyczynia się do tego, że mniej daję się im pochłonąć. Na pewno nie pozwoliłbym sobie twierdzić, że w ciemności osiągnąłem oświecenie, ale mogłem wreszcie, może po raz pierwszy w życiu, dotknąć doświadczeniem spraw, o których dotąd tylko słyszałem i czytałem. Co prawda ani przez chwilę (z wyjątkiem snu) nie miałem poczucia, że wyszedłem ze swojej standardowej dziennej, raczej intelektualnej świadomości, ale jednocześnie nie wątpiłem, że rzeczy ruszają się także w tych częściach duszy, których nie widzę. Nie potrafiłem całkiem pozbyć się wyobrażenia, że pobyt w ciemności powinien mi dawać jakiś sens i pożytek – kiedy Tomáš zapytał mnie, czy nie wystarczy mi, że rzeczy po prostu są, musiał

Zakończenie pobytu

Wyjście z ciemności było imponujące. Ostatniej nocy właściwie już niewiele spałem, bo na swój sposób nie mogłem się już doczekać wyjścia ze spokojnej bezczasowości ciemnej komory z powrotem do życia (dziwne jest jednak to, że nawet mimo wspomnianego braku efektownych iluzji wzrokowych właściwie, poza krótszym epizodem między 5. a 6. dniem w ciemności, się nie nudziłem – raczej wolniej płynące myśli dawały dość materiału uwadze, która potrzebuje się na czymś zaczepić, i to samo w sobie było całkiem ciekawą przygodą) – z cykliczności wrócić z powrotem do linearności. Kiedy znów wszedłem do świata zewnętrznego, na zmrożoną skorupę śniegu w ogrodzie padał blask księżyca w kwadrze, zaskakująco silny dla moich oczu przywykłych do absolutnej ciemności. Było chyba minus dwadzieścia stopni, ale i tak postanowiłem wybrać się na pagórek za Úmonínem popatrzeć na wschód słońca, i zdecydowanie nie żałowałem – widok nieba był imponujący. Powrót do życia nie był skomplikowany – wyniosłem oczywiście mnóstwo impulsów, które musiałem przetrawić, i wiele z nich wyskakuje mi jeszcze teraz, po miesiącu, ale jednocześnie wciąż byłem „ja”, takim, jakiego siebie znam – na poziomie świadomym nienaruszony. Mimo to, można powiedzieć, czułem i do dziś czuję, jak w jakiś sposób zaczynają się ruszać w moim życiu także rzeczy pozornie niezwiązane albo takie, na które przecież, racjonalnie biorąc, nie mogę mieć wpływu – co to jednak znaczy dla mojego życia, na to za wcześnie odpowiadać. Może byłoby ciekawe spojrzeć na doświadczenie ciemności z jeszcze większego dystansu, powiedzmy roku, bo mówię sobie, że w tej chwili wciąż mogę raczej tylko zgadywać, dokąd zaprowadzą mnie ruchy, które zaczęły się rozkręcać od pobytu w ciemności. W jednym nie ma wątpliwości – choć całe doświadczenie wygląda z zewnątrz na pozornie pasywne i nudne, jest to rzadka przygoda, która w możliwościach ludzkiego życia nie ma wielu odpowiedników.

Ondra

Andrej – przed pobytem w ciemności nigdy nie miałem czasu dla siebie

Z góry przepraszam za mój czeski.

O terapii  ciemnością czytałem artykuł kilka lat temu w internecie i  ta myśl mnie zainteresowała. Tam pisało, że to istnieje w Niemczech.  Ale specjalnie  nie szukałem, czy to jest tutaj w Czechach, i przypadkiem na stronie znajomego zobaczyłem link do waszej strony.

Przeczytałem tam informacje i już chciałem spróbować, jak to jest. A potem zamówiłem termin na Święta na 1 dzień. A przez to, że wiedziałem dość długo wcześniej, że będę tam tylko 1 dzień, to w jakiś sposób zaplanowałem sobie, co tam będę robił.

Kiedy tam dotarłem, to ładnie  przywitał  mnie piesek a potem poszliśmy  do sanktuarium.

Na pobyt w ciemności do sanktuarium

Było to koło obiadu.  Zanim zgasło światło, zapytałem o kolację i Tomáš mi powiedział, że przyniesie  jakieś owoce.  I niedługo przyniósł.  Ale w tym czasie było już zgaszone i nie wiem czemu zdecydowałem, że spróbuję nic nie jeść do rana i tylko pić wodę. Naprawdę z kranu tam leci  taka miękka i smaczna woda, jakiej  w życiu do tego czasu nie piłem.  No to  się napiłem i zasnąłem. Według  mnie spałem jakieś 1-1,5 godz. A kiedy się obudziłem, to zacząłem  robić to, co miałem w planie. Różne ćwiczenia i medytacje. Potem znowu zasnąłem, nie na długo. Potem po przebudzeniu pojawiły mi się myśli,  jaka informacja będzie dla mnie przydatna i co mam potem przeczytać. Potem jakiś czas tylko siedziałem i obserwowałem samego siebie. I to było ciekawe uczucie w ciemności i ciszy. Teraz zdaję sobie sprawę, że takie uczucie trudno dostać w codziennym życiu.  Zawsze masz jakieś dźwięki albo światło. Nie wiedziałem, która jest godzina i kiedy ten pobyt się skończy. Więc zmieniałem kilka razy jeszcze  sen , ćwiczenia i obserwowanie samego siebie.  Miałem swoje zadania wykonane i  już zacząłem próbować zgadnąć, która mniej więcej jest godzina, ale na próżno. I w tym czasie Tomáš zapukał do drzwi, że już czas wyjść.

Potem znalazłem te informacje, które przyszły mi do głowy podczas pobytu w ciemności, i zrozumiałem, w którym kierunku mam się dalej rozwijać.  Co prawda nie minęło jeszcze dużo czasu, ale już  są jakieś wyniki, z których się cieszę.

Więc wszystkie potrzebne informacje są w głowie,  ale przez to, że w codziennym życiu człowiek zwykle nie poświęca się  samemu sobie w taki sposób i nie znajduje dla siebie  tyle czasu, to zakopuje się w rutynie i żyje nie do końca  swoim życiem.

A ta ważna informacja czeka, aż człowiek do niej dojdzie po tym, jak załatwi rachunki, pracę, relacje w pracy i rodzinie itd. Czyli w zasadzie nigdy ☺.

Pobyt w ciemności był ciekawym doświadczeniem

Na koniec napiszę, że to jest bardzo  ciekawe i dobre doświadczenie, albo można  powiedzieć przeżycie. A przede wszystkim to jest naprawdę jak terapia, która pomaga w życiu. Kto się waha, to mogę tylko polecić podjąć jedną z dobrych decyzji w swoim życiu i wejść w to. A co do długości pobytu, to jest indywidualnie.

Dziękuję Tomášowi i Lence i wszystkim, którzy brali udział w tym projekcie i w budowie sanktuariów.

Andrej

Rezerwacja