Tutaj możesz przeczytać doświadczenia osób, które były na pobycie w ciemności. Pamiętaj, że odczucia i przebieg pobytu w ciemności są indywidualne i że przeżycia innych mogą obudzić w Tobie oczekiwania.
Ludzie mogą udać się do ciemności z kilku powodów. Albo chcą odpocząć od zawodowej gonitwy, albo spróbować nietypowej, trochę tajemniczej atrakcji, ale większość jedzie na pobyt w ciemności po odpowiedzi, po wskazówki, jak rozwiązać swoje problemy albo znaki zapytania w swoim życiu.
W moim przypadku chodziło o ,,odrodzenie” Potrzebowałem narodzić się na nowo do stanu równowagi, luzu i uśmiechu. Przez ostatni miesiąc zagubiłem się w emocjach, które uważałem za MIŁOŚĆ. Często byłem smutny, emocjonalnie rozchwiany, niepoukładany…Po prostu to nie byłem JA. Próbowałem odnaleźć swoje zagubione JA w podróżach po Europie, bez większego powodzenia. Wszystkie moje myśli krążyły wokół jednego tematu. No i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie użalanie się nad sobą i obawy, które tym myślom towarzyszyły. Pochłonęło mnie pragnienie, przywiązanie, zazdrość, pożądanie i podawało się za Miłość.
Na pobyt w ciemności zapisałem się z zagranicy
Na Litwie odpowiedziałem na zwolniony termin w Ciemności i miałem nadzieję, że nie będzie za późno.
I teraz tu jestem! Nic, naprawdę nic nie widzę (gapię się w ciemność) i czekam, co się będzie działo. Jak pobyt w zaciemnionym domku mógłby mnie przywrócić do utraconego luzu?
Zaczęło się wspaniale. Po 23 godzinach marszu (111,5 km) do Lomce kładę się i śpię aż do pierwszego pukania. Pukanie? Tomáš puka, ja zamykam oczy, a potem już oddaję się wyśmienitemu wegańskiemu jedzeniu, na które składa się danie główne, zupa, góra owoców i batonik RAW. Wszystkie te pyszności ogromnie mi smakowały.
Co robić w ciemności? (wierzę, że będziecie bardziej pomysłowi niż ja 🙂
Ćwiczenia siłowe: Sanktuarium daje dość miejsca na pompki, brzuszki, stanie na rękach, jogę…, w każdym razie ćwiczenie w ciemności jest w dziwny sposób trudniejsze niż przy świetle, dlatego kilka dni po wyjściu z ciemności robię ponad 100 pompek pod rząd.
Medytacja: Śpiewanie mantr i ćwiczenia oddechowe powinny nieodłącznie należeć do każdego dnia w ciemności- uspokajają, karmią duchowo, przyjemnie nastrajają do dalszych zajęć.
Harmonijka ustna: Instrument muzyczny to świetny towarzysz w Ciemności i pomoc w medytacji (mam nadzieję, że moje improwizacje nie przeszkadzały mieszkańcom pozostałych sanktuariów)
Sen: Większość czasu po prostu prześpisz. Ciemność bez przerwy pompuje ci do ciała melatoninę, więc porządnie odpoczniesz. Towarzystwa dotrzymywać ci będą sny, które dzięki ciemności nie tracą na wyrazistości.
Rozmyślanie: Przez rozmyślanie omal nie zakończyłem pobytu w ciemności przed czasem. Przed myślami się nie obronisz. Nie ma niczego, co rozproszyłoby twoją uwagę…nie widzisz 🙂 Oczywiście myśli dotykają najczulszych zakamarków duszy. Może to być dość bolesne, ale w końcu wzmacnia. W połączeniu ze ,,szczęśliwymi” myślami na te ,,smutne” można patrzeć bardziej pozytywnie. W końcu mi się to udało, ale nie byłem w tym sam. W połowie pobytu przeżywałem kryzys i rozważałem zakończenie, więc zaprosiłem do ciemności terapeutę Tomáša. Zwierzyłem mu się, a on kilkoma słowami przeprogramował moje myślenie. Tom przestawił mnie na inny tor i nie zboczyłem z niego do końca pobytu (do teraz :-)).
Jednorazowe i inne zajęcia w Ciemności:
– spłukanie głowy w toalecie (chciałem wczuć się w uczucia ofiar znęcania się, które były do tego zmuszane- dobrowolnie to przyjemnie odświeża :-))
– intymna relacja z muchą (przez 4 dni bzyczała mi w sanktuarium i siadała mi chyba na wszystkich miejscach na ciele)
– obserwowanie pulsujących świetlnych wzorów na siatkówce (podobno odpowiada za to ,,zdezorientowany”nerw wzrokowy)
– prowadzenie dziennika na ślepo (o dziwo wszystko było czytelne, a rysunki bardzo zabawne)
Po zakończeniu terapii ciemnością
Z sanktuarium wychodzę nieśmiało. Z wielkim oczekiwaniem, ale też z odrobiną strachu. Opuściłem macicę (bezpieczeństwo ciemności) i narodziłem się do pięknego świata. Od tamtej pory ciągle się uśmiecham i cieszę się życiem jak dawniej.
Cześć Lenko i Tomášu,
minął ponad miesiąc, odkąd byłam na tygodniowym pobycie w ciemności. Chciałabym Wam jeszcze raz podziękować za wsparcie i przyjazne otoczenie. Swój tydzień w ciemności planowałam już od dłuższego czasu, a najlepsza okazja, żeby go zacząć, przyszła zaraz po egzaminach końcowych na studiach. Najbardziej cieszyłam się w ciemności na spokój i luz, których od dawna mi brakowało.
Tydzień w ciemności wydawał mi się na początku ciekawą okazją, żeby oczyścić głowę i zastanowić się, co będę robić po studiach. Kiedy powiedziałam o tym kilku osobom, szybko rozniosło się to po całym mieście i każdy miał przygotowaną serię pytań, a z wyrazem niezrozumienia próbowali dociec, o co mi właściwie chodzi.
Pobyt w ciemności na miarę
Tomáš powiedział nam przed ciemnością, że w ciemności każdemu pojawi się dokładnie to, czego potrzebuje. I miał rację.
Pierwsze dni pobytu przespałam. W kolejnych miałam kompletne „wyczyszczenie mózgu” i po prostu patrzyłam w ciemność bez żadnych myśli. Dokładnie tego potrzebowałam. Kiedy byłam już całkowicie wypoczęta, przyszła kolej na pytania. Całymi dniami coś chodziło mi po głowie, a ja miałam czas porządnie przeanalizować każdą myśl. Było to w pewnym sensie inne niż wtedy, gdy robię to w zwykłym życiu. Miałam wrażenie, że każdą myśl, którą mam w głowie, mogę zobaczyć ze wszystkich stron i potrafię znaleźć właściwą odpowiedź.
Pod koniec pobytu miałam ogromną ochotę wyjść na zewnątrz i zastanawiałam się, ile godzin zostało mi do wyjścia na światło. Nie mogłam się doczekać wschodu słońca i chwili, gdy znowu odetchnę świeżym powietrzem. Największe wrażenie z całej ciemności zrobił na mnie właśnie wschód słońca. To był koniec, a ja czułam się świetnie. Miałam tak wielką chęć do życia jak chyba nigdy wcześniej. Tam przeżyłam swoją ostatnią wzruszającą chwilę, a potem hop do ludzi. Ochota, żeby z kimś porozmawiać po tygodniu milczenia, była ogromna. Pierwszymi ludźmi, których zobaczyłam, byli Dalibor i jego dziewczyna. Super było dzielić się wrażeniami z kimś, kto też to przeżył. Dzięki Wam obojgu 😊
W domu wypytywali mnie o pobyt w ciemności
Wszystko się zmieniło, kiedy wróciłam do domu i wszyscy zaczęli mnie wypytywać. Nauczyłam się jednej wersji i powtarzałam ją w kółko, aż zorientowałam się, że to, co mówię, nie ma już dla mnie żadnego sensu. Najpierw się tego przestraszyłam, bo nie miałam żadnych wspomnień z ciemności, tylko te historyjki, które wszystkim opowiadałam. Po miesiącu wszyscy przestali mnie wypytywać i powoli wracają do mnie chwile i uczucia, które łączę z pobytem w ciemności.
Następnym razem zachowam to przeżycie tylko dla siebie. Choć cieszyłam się, że wiele osób mnie wspiera, to jednak jest to dość intymna sprawa, o której powinni wiedzieć tylko najbliżsi.
Pobyt w ciemności pozwolił mi być sama
Myślę, że to był najdłuższy czas, kiedy mogłam być tylko sama ze sobą i porządnie się poznać. Dało mi to dużo energii do życia, więcej pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przejść ten pobyt.
Samego pobytu w ciemności nie będę opisywał, to sprawa doświadczenia każdego z osobna – a to doświadczenie mogę gorąco polecić.
Pobyt w ciemności to nie nuda
Na pewno nie trzeba się obawiać, że czas będzie się dłużył i człowiek zanudzi się na śmierć. Tak nie jest, ciało w ciemności działa w innym trybie.
Co chciałbym szczególnie podkreślić, to prowadzący ośrodek, Lenka i Tomáš. Wszystko jest naprawdę rzetelne, a miejsce na pobyt w ciemności jest przemyślane w każdym szczególe tak, żeby człowiek czuł się tam dobrze i miał zapewnione wszystko, czego potrzebuje. Dba się o naprawdę absolutną ciemność (ani jednego fotonu 🙂 , o dobre wyciszenie i o utrzymanie klimatu w pomieszczeniu. Super robota i naprawdę widać, że tworzą to ludzie, którzy robią to z pasją, sami mają doświadczenie i wiedzą, co jest potrzebne 🙂
Pobyt w ciemności także dla „mieszczucha”
Prezentacja ośrodka może na pierwszy rzut oka sprawiać wrażenie przesadnie „ezoterycznej”, co w kimś może wzbudzić wątpliwości, co go tam właściwie czeka. Nie bójcie się, wszystko jest świetne także dla mieszczucha. Jedzenie składa się z trzech dań 🙂 (zupa, danie główne, a nawet deser).
Nie będziecie tam przez tydzień chrupać samych kiełków :).
Chociaż jedzenie jest wegetariańskie, jest wyśmienicie smaczne – określiłbym to jako model „jak u babci” w wersji wege.
Podsumowując: jeśli chcecie wybrać się na pobyt w ciemności, jedźcie tutaj, polecam.
O pobycie w ciemności dowiedziałam się już kilka lat temu. Gdy tylko zobaczyłam przemianę, przez jaką przeszła osoba, która go odbyła, wiedziałam, że mnie też to kiedyś czeka. Nie dlatego, że muszę, ale dlatego, że chcę wiedzieć, co przyjdzie. Mijały dni, miesiące i lata, a zainteresowanie gdzieś przepadło. Nie mogę powiedzieć, że całkiem, gdzieś w podświadomości ta myśl ciągle była, ale zapomniałam.
Strona Léčba tmou
Aż pewnego razu, surfując po internecie, tak z ciekawości weszłam na stronę “Léčba tmou“ i wszystko było jasne. Muszę, i to jak najszybciej. Strona była przejrzysta i znalazłam tam wszystko, co potrzebowałam wiedzieć. Z niecierpliwości od razu sprawdziłam wolne terminy. Zaskoczyło mnie, że najbliższy termin jest dopiero za kilka miesięcy i zostało w nim ostatnie wolne miejsce. Następny był dopiero kilka miesięcy później. Mówię sobie, ten jest dla mnie, czeka na mnie.
Przy rezerwacji trzeba było wpłacić opłatę i już byłam wpisana na listę rezerwacji. 🙂 Było jasne, już nie uciekniesz! mówiła głowa…. Strach, respekt, a jednocześnie ukryty entuzjazm i ciekawość – to były pierwsze uczucia i myśli. Potem zaczęła pracować głowa… Co wszystko przygotować, jak to zrobić, żebym dała radę. To tylko 6 nocy – nie, to całe 6 nocy,.. Jestem zdeterminowana, więc byłam pewna, że dam radę, ale nie chciałam za wszelką cenę, przecież ile razy bałam się w nocy wstać i wolałam poczekać do świtu. Tyle strachu i obaw… Dziś już wiem, że zupełnie niepotrzebnych.
Wiedziałam, że niczego ze sobą nie potrzebuję i że nie da się na to w żaden sposób przygotować, a mimo to zrobiłam kilka rzeczy. Bądź co bądź człowiek czuje się lepiej, kiedy ma ze sobą coś, co przypomina mu dom, albo talizman, który go chroni. Ja też sobie takich rzeczy nie odmówiłam.
Na pobyt w ciemności pojechałam samochodem
Droga na pobyt nie była szczególnie przyjemna, przynajmniej na początku,. Wyjazd był zaplanowany, ale mimo to wyjechałam, o całą godzinę później (przecież musiałam jeszcze zrobić to i tamto, może to znacie – dziś jest na to nawet nazwa: prokrastynacja). „I tak przyjadę na czas”, mówiłam sobie. Drogę skomplikowało mi kilka zamkniętych odcinków, z którymi nawigacja poradziła sobie dopiero po kilkukilometrowym objeździe. Z drugiej strony mówiłam sobie, że jeśli mam tam być, to tam dotrę.
Naprawdę miałam tam być, bo nagle droga zaczęła iść pięknie i nadszedł moment ‚M‘ – dojechałam do bramy. Sama ciągle nie mogłam w to uwierzyć. Jestem tu i wchodzę w to! „Tak szybko to zleciało”, mówiłam sobie. Przy rezerwacji pobytu czekało mnie pięć miesięcy. Stopniowo człowiek przestaje o tym myśleć, czas szybko minął i już poznawałam Lenkę i Tomáša. Idziemy obejrzeć domek. Rzeczy, które chcę wziąć ze sobą, na razie zostawiam w samochodzie, a nuż jeszcze zmienię zdanie. „Nie wiesz, czego będziesz potrzebować…”, głowa pracuje na pełnych obrotach.
Domek do ciemności pięknie pachnie drewnem
Domek jest ładny, przyjemnie pachnie drewnem, otoczenie piękne. Rozpłakałam się ze wzruszenia i z respektu. Uspokoiły mnie instrukcje i poczucie, że każdego dnia jest możliwość porozmawiania o czymkolwiek bez przerywania procesu. „Będzie dobrze”, mówiłam sobie. Instrukcje są jasne i dodano do nich mnóstwo cennych rad. Nadszedł czas, żeby zbadać domek, sanktuarium, zadomowić się i zgasić światło. Jest wieczór, więc nie ma w tym nic szczególnego. Jak każdego innego wieczoru, po toalecie zgasić światło i idzie się spać. Znalazłam włącznik, tylko ten jeden bardzo dobrze zapamiętałam, żeby wiedzieć, gdzie jest, przynajmniej na kolejne dni. Rano otworzyłam oczy, czekałam na światło, wschód słońca, szukam okna i nic…..
Była tylko ciemność i nagle do mnie dotarło…teraz jesteś tu sama ze sobą, tylko ty, twoja głowa i twoje myśli…masz to
jesteś na to gotowa????
Na pobyt w ciemności nie da się w pełni przygotować
Przygotować się na to zdecydowanie się nie da, nie wiesz co, nie wiesz gdzie, jakie myśli wypłyną. Głowa ma mnóstwo wspomnień, myśli, a one tylko czekają na odpowiednią chwilę, żeby wypłynąć.
Więc zejść z łóżka i sprawdzić, jak dobrze zbadałam teren. Od razu pierwsza próba – sprawdzić, jak się spuszcza wodę w toalecie – zupełnie zwykła rzecz, spojrzę i wszystko jasne. No tak, ale ja nic nie widzę i nie mogę sobie przypomnieć! Wczoraj nawet nie przyszło mi do głowy, żeby się przyjrzeć albo zwrócić uwagę na taki drobiazg. Teraz to były całkiem ważne rzeczy (bo niczym innym nie musiałam się zajmować). Jak puszczać wodę, gdzie jest prysznic i włącznik wentylacji..:-( Pierwsze chwile, ale mówiłam sobie, że przecież się nie poddam i to z powodu takich drobiazgów…Ku mojemu zaskoczeniu wszystko ogarnęłam i do końca pobytu te drobnostki nie sprawiały mi problemów.
Kolejnym zaskoczeniem było to, że ciemność nie jest czarna, jak uczą nas malować już od dzieciństwa…Widziałam błyski, czasem miałam wrażenie, że jest J półmrok. Mimo że domek był perfekcyjnie zaciemniony i wyciszony. Przyjemnie było, kiedy Tomáš przyniósł mi pierwszy posiłek. Mówiłam sobie, pierwszy dzień dałam radę, najeść się i idzie się spać. Tak to przejdę cały tydzień śpiewająco, to nic takiego. Drugiego dnia już mi to tak nie szło, zaczęłam rozmyślać…
O nie, powiedziałam sobie – i nauczyłam się żyć tu i teraz. Wiedziałam, że inaczej za kilka godzin byłabym na zewnątrz. Jak mówił Tomáš, kiedy to przyjdzie, wystarczy oddychać, a te myśli znowu odpłyną. Więc w ciągu dwóch dni nauczyłam się porządnie oddychać i medytować.
Pobyt w ciemności mijał mi przyjemnie
Dni płynęły, przyjemnie było wiedzieć, że czas jest względny, że nie muszę pilnować zegarka i zastanawiać się, czy jest rano, czy noc. Strachów nie było, z czego się cieszę, poobijanych palców u stóp też nie, w domku orientowałam się perfekcyjnie i pięknie odpoczęłam. Przyjemnie było, kiedy Lenka albo Tomáš przynosili mi ciepły posiłek, który zresztą był bardzo smaczny, do tego miłe słowo i ciepła herbata ze świeżymi owocami. Dzień po dniu cieszyłam się, co nowego i pysznego spróbuję. (dziękuję, Leni)
I zbliżał się koniec
Ostatniego dnia mówiłam sobie już, że dałabym radę jeszcze kilka dni, ale mimo to cieszyłam się, że zobaczę świt. Byłam ciekawa świtu, który według słów Lenki i Toma miał być po takim czasie w ciemności niezwykle piękny. Mieli więcej niż rację, był przepiękny, inny niż zwykle, magiczny.
Ostatniego dnia Lenka przyniosła mi budzik, który był nastawiony na 4 rano. Nie mogłam już nawet dospać, czekałam, aż zadzwoni, rozmyślałam i w końcu na chwilkę zasnęłam, i nagle… Pippipppp —– Wstawaj, to już! DAŁAŚ RADĘ, TO TERAZ IDŹ SIĘ TYM NACIESZYĆ.
Otworzyć drzwi to była bułka z masłem.
Otworzyłam, to było piękne uczucie. Rozpoznałam leszczynę rosnącą przy domku i słyszałam szum gałęzi innych drzew. Świtało, więc był półmrok. Zostałam w domku, bo naprawdę wszystko mi się kołysało. Po prostu siedziałam w drzwiach, oddychałam tym świeżym powietrzem i chłonęłam kolory i dźwięki. Wszystko było piękne, inne, jaśniejsze, ostrzejsze. Ten dzień był niezwykły. Co prawda wszystko mi się kołysało i trwało jeszcze kilka godzin, zanim mogłam znowu odjechać, ale pięknie było obserwować zwierzęta i przyrodę budzącą się do nowego dnia.
Porównałabym to do kaca.
A co zyskałam dzięki pobytowi w ciemności??
Rozwiązałam kilka spraw, o których odkryłam, że w ogóle nie są dla życia istotne ani ważne, nie mówiąc już o wyostrzeniu zmysłów i większym szacunku do życia, a przede wszystkim – znalazłam WEWNĘTRZNY SPOKÓJ.
Poznałam go od razu, gdy wyszłam z domku, kiedy zauważyłam piękny ogród i dom, których przed początkiem pobytu w ogóle nie widziałam, obejrzałam ogródek, na którym stoją domki, i przyglądałam się okolicy, bo wcześniej całego tego piękna nie widziałam.
Pobyt w ciemności jest tego wart!
Od siebie mogę powiedzieć, że jeśli się wahacie albo jeśli się boicie (to naturalne, chyba każdy się boi), to jest to tego warte!!! Lenka i Tomáš to wspaniali ludzie z sercem na właściwym miejscu.
Wyniosłam stamtąd przeżycia, które chcę zachować do końca życia, i cieszę się, że przeżyłam to właśnie pod waszą opieką.
Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję z całego serca i życzę Wam wielu pięknych dni i przyjemnych chwil.
Może kiedyś się spotkamy, niech wam się wiedzie i niech dzięki waszej dobroci wielu kolejnych ludzi znajdzie w sobie więcej spokoju i pokoju.
od mojego pobytu w ciemności minął już miesiąc i zleciało to jak woda…
Pobyt w ciemności był dla mnie dużo bardziej różnorodny, niż się spodziewałam. Chciałam tylko odpocząć i „odłączyć się” od świata. To mi się udało, wyspałam się i rozluźniłam jak chyba nigdy w życiu:-)
Bonusem były medytacje, z ciekawymi przeżyciami. I nie mogę zapomnieć o świetnym jedzeniu, jedzenie po ciemku było przeżyciem samym w sobie, naprawdę bardzo mi smakowało.
Swoje doświadczenie z pobytu w ciemności wykorzystałam dwa tygodnie temu. Podczas medytacji w ciemności, w podziemnym labiryncie, w przepięknym krajobrazie Bośni. Absolutna ciemność była dla mnie przyjazna, taka znajoma, a przeżycia, których tam doświadczyłam, zaliczam do najlepszych, jakie dotąd miałam. Do teraz mam wrażenie, że tańczę przez świat 🙂
Wiedzie mi się pięknie, czuję, jak wspaniałe jest życie i jakie mam szczęście, że jestem dokładnie tam, gdzie mam być.
Pobyt w ciemności u was mogę tylko polecić
Gdybym miała to podsumować, pobyt w ciemności u was mogę tylko polecić. To przeżycie, które każdego wzbogaci i popchnie do przodu. A u was było świetnie, dobrze się mną opiekowaliście.
Tomáš, bije od ciebie poczucie spokoju i bezpieczeństwa, które szczególnie dzień po pierwszej nocy bardzo mi się przydało 🙂
Jeśli kiedyś jeszcze będę myśleć o pobycie w ciemności, na pewno znowu przyjadę do was.
Życzę pięknych dni i samych zadowolonych „uczestników” :-))
O pobycie w ciemności jako sposobie na poznanie samego siebie myślałem już kilka lat temu i chociaż znalazłem organizatora, który na pierwszy rzut oka wydawał się rozsądny, to ostatecznie nic z tego nie wyszło, sam właściwie nie wiem dlaczego. Może nie byłem wtedy jeszcze gotowy? Trudno powiedzieć.
Na początku tego roku zapisałem się na kurs psychoterapii integracyjnej, na którego zakończenie wymyślaliśmy i ćwiczyliśmy końcową scenkę, która miała mieć jakiś związek z tym, czym zajmowaliśmy się na kursie. Moja grupa wybrała temat różnych form terapii prowadzonych przez „szalonego” doktora i podczas dyskusji o terapiach ktoś wspomniał o terapii ciemnością. I nagle zapaliło mi się światełko w głowie! Wiedziałem, że to jest dokładnie to, co mogłoby mnie na obecnym etapie życia popchnąć do przodu, kusiło mnie to, przyciągało. Rozmawiałem potem z jedną dziewczyną, która z powodów zdrowotnych musiała przedwcześnie zakończyć pobyt w ciemności, i ostrzegała mnie przed możliwymi skutkami. Mnie to jednak nie zachwiało, wiedziałem, że chcę w to wejść i że w gruncie rzeczy się tego nie boję.
W ciągu kolejnych kilku dni zrobiłem w internecie rozeznanie wśród organizatorów pobytów w ciemności i zarejestrowałem się na stronie lecba-tmou.cz, bo spodobało mi się otoczenie dużego ogrodu na końcu wsi, same drewniane domki i wreszcie podejście Tomáša i Lenki, które jest mi bardzo bliskie i budzi zaufanie. Potem była rejestracja i prośba o wpisanie mnie na listę chętnych, gdyby zwolniło się miejsce w którymś terminie.
Na pobyt w ciemności zapisałem się jako rezerwowy
Pewnego dnia zaglądam do poczty i widzę nietypową ofertę tygodnia w ciemności bez opieki i bez wyżywienia, i praktycznie od razu odpisałem, że jestem zainteresowany. Wiedziałem, że to mogłoby się udać, chociaż odpowiedziałem z pewnym opóźnieniem. Do tego kusiła mnie ta jeszcze trudniejsza, bardziej wymagająca wersja czegoś, co samo w sobie u niektórych ludzi budzi przerażenie. Dość symboliczne jest to, że ofertę tygodnia z opieką, która przyszła tego samego dnia, zauważyłem dopiero później – po prostu tak miało być.
Chociaż byłem drugi w kolejce, wierzyłem, że się uda, i powoli dawałem znać w pracy, znajomym, przyjaciołom, bliskim. I tak też się stało – po kilku dniach Lenka napisała mi, że pan przede mną zrezygnował z pobytu, i zapytała, czy nadal jestem zainteresowany. Nie było się nad czym zastanawiać, wysłałem zaliczkę i cieszyłem się, że poszło tak niespodziewanie gładko.
Obawy innych przed moim pobytem w ciemności
W dniach przed przyjazdem bardzo bawiły mnie różne reakcje ludzi, kiedy mówiłem im, w co się pakuję. Jeden znajomy odpowiedział mi na to, że zamykanie w ciemności było jednym z narzędzi tortur, inna koleżanka wyraziła przerażenie, że ona na pewno spotkałaby tam węża, i dokładnie opisała, jak by wyglądał. Ogólnie mam wrażenie, że kobiety bardziej boją się pobytu w ciemności niż mężczyźni? A może po prostu, w przeciwieństwie do facetów, potrafią się do tego przyznać?
Ja osobiście miałem tylko jedną obawę: że podczas pobytu w ciemności mógłby mi się przypomnieć albo że mógłbym na nowo przeżyć mój czternastodniowy pobyt w szpitalu w pierwszym roku życia, który spędziłem tam bez mamy i który wiązał się z bardzo nieprzyjemnymi uczuciami strachu i lęku, zwłaszcza nocą, w ciemności. Ale właściwie był to jeden z powodów, dla których w to wszedłem: żeby poradzić sobie z tym, co ciągle komplikuje moje życie, co mi samemu ciąży.
Kupiłem wystarczająco dużo zapasów
Przygotowania do pobytu w ciemności upłynęły pod znakiem rozważania, co wziąć do jedzenia, żeby wytrzymało i dało się łatwo przygotować. W końcu wybrałem bardzo prostą i niewymagającą wersję, bez potrzeby gotowania. Na śniadanie zapiekane musli z orzechami, a także kuskus, który – jak się okazało – mięknie nawet w zimnej wodzie, trzeba mu tylko dać czas. Do tego kilka rodzajów orzechów, prażonych pestek, daktyle, figi, rodzynki, banan, jabłka.
Dalej kupiłem bardzo dobrą prażoną fasolę, kawałek kiełbasy myśliwskiej, roczną goudę, pasty rybne i pasztet z gęsich wątróbek, jedno i drugie w małych opakowaniach. Z pieczywa wziąłem chleb żytni na pierwsze kilka dni i świetne chrupkie pieczywo z koperkiem z Ikei na pozostałe. I nie mogę zapomnieć o pomidorach i rzodkiewkach. No, zebrała się tego niezła góra!
W dniu przyjazdu spakowałem ubrania, jedzenie, rzeczy do pisania, komórkę bez karty SIM z baterią na ponad tydzień i przede wszystkim Koshi – wspaniałe bambusowe dzwonki wietrzne, które kupiłem zaledwie kilka dni przed wyjazdem.
Z Tomášem i Lenką niestety się nie spotkałem, przesunął im się termin wylotu na urlop, więc do sanktuarium wprowadził mnie ich syn, któremu tylko przekazałem oświadczenie i po podstawowych instrukcjach się z nim pożegnałem. Rozłożyłem jedzenie wzdłuż ściany tak, żeby dobrze się w nim orientować, przy łóżku przygotowałem papier i długopis, wyłączyłem telefony i przeniosłem się do małej łazienki, gdzie też przygotowałem wszystko, co potrzebne.
I zaczął się mój pobyt w ciemności
Kiedy upewniłem się, że od strony praktycznej jestem na pobyt przygotowany, sięgnąłem ręką do ukrytego włącznika i w tej chwili serce zaczęło mi walić, bo tym drobnym ruchem miałem rozpocząć coś, o czym miałem tylko mglisty obraz na podstawie spostrzeżeń tych, którzy już przez to przeszli, ale tak naprawdę zupełnie nie wiedziałem, jak będę to przeżywał właśnie ja sam. Zgasiłem jedno światło, zgasiłem drugie światło i nastała ciemność.
Pierwszego wieczoru zajmowałem się w zasadzie orientacją w przestrzeni i przygotowaniem czegoś małego na kolację, przy czym odkryłem, jakim ogromnym problemem jest posmarowanie w ciemności chleba pastą, i niedługo potem poszedłem się położyć. Cały następny dzień w zasadzie przespałem albo przeleżałem w poczuciu senności. Drugi dzień był bardzo podobny do pierwszego, ale ból pleców od ciągłego leżenia zmusił mnie, żeby zacząć się trochę ruszać. Na bóle pleców cierpię już od dłuższego czasu, mam siedzącą pracę i zaokrąglone plecy, więc staram się regularnie robić ćwiczenia rozciągające i wzmacniające, skupione właśnie na gorsecie mięśniowym pleców, co w ciemności bardzo mi się przydało, bo kolejność poszczególnych ćwiczeń pamiętam już bardzo dobrze. Drugiego dnia ćwiczyłem tylko jeden zestaw, w kolejne dni już dwa dziennie, co było dość wymagające, ale konieczne ze względu na ograniczone możliwości ruchu w sanktuarium.
Bardzo dobrym pomysłem było zabranie ze sobą ołówka i papieru na notatki, chociaż pisanie po ciemku jest trochę trudniejsze niż przy świetle. Po pierwsze zapisywałem wszystkie sny, których przez cały pobyt miałem mnóstwo, a po drugie zapisywałem kluczowe myśli i impulsy, których w głowie również zrodziło się co niemiara.
Do ciemności zabrałem ze sobą dzwonki wietrzne
Dochodzę powoli do tego najważniejszego, o co mi w pobycie w ciemności właściwie chodziło. Po pierwsze samą ciemność odbierałem bardzo neutralnie, nie przeszkadzała mi, chociaż moje oczy nieustannie próbowały coś w tej ciemności rozpoznać, przez co były dość zmęczone. Dalej, przyjąłem jako swoją przestrzeń, w której się znajdowałem – stała się moim tymczasowym domem, zaspokajała moje podstawowe potrzeby i dzięki drewnianej boazerii była bardzo przyjemna w odczuciu. Dzwonki Koshi, które zawiesiłem pod lampą w sypialni, stały się moim bliskim towarzyszem i przyjemnym źródłem harmonii dźwięków w przestrzeni, w której przebywałem, a dzięki wysokości, na jakiej wisiały, także miłym urozmaiceniem, kiedy próbowałem głową „trafić” w miejsce, gdzie spodziewałem się ich dolnej części, żeby mi zagrały.
Czas spędzałem na spaniu, ćwiczeniach, jedzeniu, higienie i myśleniu, przy czym to ostatnie było w tych warunkach zupełnie inne niż zwykle. Po pierwsze czułem wielki spokój i rozluźnienie, dochodziłem chyba aż do stanu bliskiego medytacji? W moim umyśle zaczęły się rozwijać historie z różnych obszarów mojego życia – a to z pracy, a to z rodziny, a to z kimś bliskim. Czasem były to historie, które się wydarzyły, czasem takie, które mogłyby się wydarzyć, i ciekawie było obserwować, jak się rozwijają. Jako przykład takiej fikcji podam wizytę w klubie muzycznym z jedną moją dobrą przyjaciółką, gdzie wybuchł pożar, a my z wielkim trudem wydostawaliśmy się najpierw z przepychającego się tłumu, a potem na ulicę przez małe boczne okienko. Wszystkie te historie widziałem jak na ekranie kinowym, bardzo realistycznie, i wywoływały we mnie odpowiednie emocje, łącznie z reakcjami ciała, takimi jak bicie serca i przyspieszony oddech.
Przychodziły mi myśli, co robić dalej
Od czasu do czasu wypływała mi w głowie myśl, która dawała mi jakąś zasadniczą informację dla mojego życia, dla mojego dalszego kierunku, dla tego, co ważne i istotne. Znów podam przykład jednej takiej myśli, którą zapisałem: „Wszystko, co nam się kiedykolwiek przydarzyło, minęło bezpowrotnie, jest w przeszłości. Możemy, ale nie musimy pozwalać, żeby to na nas wpływało, możemy, ale nie musimy się tym tłumaczyć z tego, jakie życie wiedziemy. Jedyne, co rzeczywiste, to tu i teraz. W chwili obecnej decydujmy według wewnętrznego głosu, tak jak jest to dla nas głęboko naturalne, w zgodzie z tym, kim naprawdę jesteśmy. Przyszłość jest otwarta, dopiero jej poznanie da nam informację zwrotną. Nie przesądzajmy o przyszłości na podstawie przeszłości, zawężamy sobie w ten sposób drogi, którymi możemy pójść”.
Drugą, dla mnie bardzo niezwykłą rzeczą było to, ile snów miałem przez cały tydzień, a raczej ile z nich pamiętałem po przebudzeniu i jak obszernie, z jakimi szczegółami. Bardzo ważne było zapisać je jak najszybciej, bo chociaż po przebudzeniu miałem wrażenie, że przecież jasne jest, co mi się śniło, to z czasem, przez swoją senną dziwność, ta jasność się zacierała. Może i sam proces zapisywania sprawił, że ich treść lepiej zapisała mi się w pamięci, dzięki czemu mogłem potem podjąć jakąś próbę interpretacji, o czym dany sen mógł być.
W ciemności zobaczyłem potem światło
Chyba największa „osobliwość” pobytu w ciemności przydarzyła mi się rano po przebudzeniu trzeciej nocy i powtarzała się potem aż do końca. Chociaż zupełnie się tego nie spodziewałem, byłem w stanie przynajmniej w ograniczonym stopniu widzieć w tej absolutnej ciemności. Za pierwszym razem byłem tym dość przestraszony i zdezorientowany rozglądałem się za źródłem tego światła, które oświetlało krąg mniej więcej jednego metra wokół mnie, a do tego całość wyglądała jak nagrana kamerą na podczerwień. Widziałem swoje ciało na łóżku, materac, kołdrę, przy czym wrażenia wzrokowe dokładnie odpowiadały ruchom, które wykonywałem, nie było to złudzenie zmysłów.
Następnego ranka zrobiłem mały eksperyment z poduszeczką, którą na noc wziąłem do łóżka pod kołdrę, żeby nagrzała się do temperatury ciała. Zaraz po przebudzeniu, kiedy znów widziałem, rzuciłem poduszeczkę na podłogę i spojrzałem w tamtą stronę. Kiedy jej nie zobaczyłem, uznałem, że ta zdolność nie ma nic wspólnego z promieniowaniem cieplnym. Kolejnej nocy próbowałem ustalić, gdzie znajduje się źródło tego światła, i wydawało mi się, jakby na czole między oczami wisiała mi mała żaróweczka. Na miejscu nie dowiedziałem się już nic więcej o tym dziwnym zjawisku czy fenomenie, dopiero później, pytając Tomáša i Lenkę + szukając informacji w internecie, odkryłem, że ma to związek z tak zwanym trzecim okiem, które prawdopodobnie mi się uaktywniło albo dało o sobie znać.
Zakończenia pobytu w ciemności nie należy lekceważyć
O samym końcu i zakończeniu pobytu w ciemności napisałbym, że nie należy go lekceważyć. Osobiście uważam je za najmniej przyjemną część całego tygodnia i prawdopodobnie wiąże się to z rozregulowaniem zmysłu orientacji w przestrzeni, do którego dochodzi w ciemności i który po zakończeniu i powrocie do światła musi się znowu ustabilizować.
Porównałbym to do uczucia, którego doświadczyłem po tygodniu spędzonym na łodzi, kiedy potem stanąłem na stałym lądzie – kręciło mi się w głowie, czasem się zatoczyłem, miałem dziwny smak w ustach, a żołądek jak na huśtawce. Do tego oczy na świetle na zewnątrz jakby latały, niezdolne zatrzymać się w jednym miejscu i spokojnie na nim spocząć, najpewniej w następstwie nieustannych prób, przez cały tydzień w ciemności, żeby coś zobaczyć, na czymś się skupić. To rozbieganie oczu dość mocno utrudnia też na przykład prowadzenie samochodu, którym rano przejechałem z Lomca do Kutnej Hory, gdzie potem spędziłem kilka „aklimatyzacyjnych” godzin, podczas których ustabilizował mi się nie tylko wzrok, ale i żołądek, a także głowa, znowu zalana powodzią obrazów i innych bodźców.
Dalszej drodze z Kutnej Hory do Pragi towarzyszył już zupełny spokój i rozluźnienie, delektowałem się budzącym się wiosennym krajobrazem, spokojną jazdą po drodze z minimalnym ruchem, ciszą i świadomością, że już nic nie będzie takie jak wcześniej, że wracam do Pragi jako inny człowiek.
Pobyt w ciemności mnie zmienił, a przy tym to wciąż ja
Po kilku dniach od zakończenia pobytu w ciemności mam też odzew od kilku osób, które zauważyły, że jestem inny nie tylko w zachowaniu, ale i w wyrazie twarzy, a także w tym, co ze mnie promieniuje. Prawda jest taka, że sam odczuwam zmianę, która zaszła i którą subiektywnie bardzo trudno opisać, ale która według mnie jest jednoznacznie pozytywna, jeśli chodzi o moje życie i jego dalszy kierunek.
Na pytanie, czy poleciłbym komuś pobyt w ciemności, odpowiadam jednoznacznie: tak, ale tylko pod warunkiem, że dana osoba tego chce i czuje, że to dla niej właściwa rzecz, którą powinna zrobić i przejść. To bez wątpienia bardzo silne i skuteczne narzędzie do poznania siebie i wewnętrznego uzdrowienia, jedna z wielu form terapii, która jednak na pewno nie jest dla każdego.
Mnie w obecnym czasie bardzo pomogła, za co Lence i Tomášowi jeszcze raz dziękuję!
Przesyłam kilka słów o moim pobycie w ciemności. Minął już ponad miesiąc, odkąd przeszłam tydzień w ciemności, a wspomnienia z pobytu ciągle do mnie wracają, i to dość szczegółowo. Kiedy decydowałam się na pobyt w ciemności, gdzieś w październiku zeszłego roku, wiedziałam o ciemności niewiele. Sytuacja życiowa niezbyt mi wtedy sprzyjała, więc zaczęłam czytać Cztery umowy i dość często słyszałam i czytałam o potędze chwili obecnej, medytacji i tym podobnych. Przeszłam więc od teorii do praktyki i medytowałam, i medytowałam, i medytowałam… To był wyzwalający okres, bo medytacja bardzo pomogła mi zatrzeć przeszłość i żyć właśnie teraz. Czułam się strasznie dobrze, więc powiedziałam sobie, że to jest właściwa droga. Łączyłam to z jogą i zdrowym stylem życia, cieszyłam się obecnością przyjaciół i rodziny. Pobyt w ciemności zarezerwowałam celowo na koniec marca, bo kocham wiosnę i wydawało mi się to idealnym czasem. Chociaż wiosna w tym roku dość mocno walczyła z zimą :). O dziwo, wcale mi to nie przeszkadzało, może zaraziłeś mnie tym ty, Tome, bo na moje pytanie, jak jest na dworze, często odpowiadałeś, że dla ciebie jest pięknie przy każdej pogodzie, a ja wzięłam to sobie do serca, albo to sprawa samego pobytu, bo tam naprawdę brakuje tej pogody i przyrody.
Do tygodnia w ciemności przygotowywałam się pół roku
Miałam więc pół roku na przygotowania, których naprawdę nie chciałam zlekceważyć, bo to niecodzienna sytuacja, która wcale nie musi być łatwa. I dobrze zrobiłam. Kiedy do was przyjechałam, byłam tak zdenerwowana, że nawet nie zauważyłam, w jak pięknym miejscu jestem. Przywitałeś mnie, Tome, z uśmiechem i taką energią, która dodała mi odwagi. Po podstawowych instrukcjach, które mi przekazałeś, i po szybkim obejrzeniu domku nagle nadeszła ta chwila, której bałam się najbardziej, czyli ręka na wyłączniku. Miałam w ręce mandarynkę, połowę zjadłam przy świetle, a drugą połowę już po ciemku. Nie wahałam się długo, może minutę i hop… Stało się, ekscytacja, entuzjazm, ale żadnych wątpliwości. Już po kilku minutach byłam pewna, że dam radę. Czułam się bezpiecznie. Zgasiłam światło około szóstej, więc pierwszy dzień był krótki, wzięłam prysznic i poszłam się położyć. Zasnęłam niemal natychmiast. Następnego dnia, kiedy się obudziłam, nie miałam już pojęcia o czasie. Przez cały czas orientowałam się po śpiewie ptaków, co bardzo mi pomagało, bo miałam szaloną potrzebę ciągle wiedzieć, czy jest rano, wieczór czy noc… Stworzyłam sobie rytuały, które wykonywałam codziennie mniej więcej o tej samej porze. Potwierdziłam sobie tym moją potrzebę porządku w sprawach. Pierwsze dostarczenie jedzenia było absolutnie fenomenalne, po pierwsze dlatego, że ulżyło mi, że to naprawdę działa tak, jak mówiliście, a po drugie dlatego, że jedzenie było wyśmienite. Nigdy nie cieszyłam się jedzeniem tak, jak przez ten tydzień w domku. Sobotę i niedzielę jakoś przespałam i przećwiczyłam, i całkiem szybko to leciało. W poniedziałek byłam już tak wciągnięta w swoje zajęcia, że byłam zupełnie spokojna, po prostu była ciemność… Jedyne, co naprawdę mi nie wychodziło, to medytacja. Nigdy bym nie uwierzyła, jak bardzo myśli potrafią się w ciemności przebić i wysunąć na pierwszy plan. Nie broniłam się przed nimi, były moje, chciałam się na nie otworzyć. Nigdy wcześniej, nawet w najgłębszej medytacji, nie byłam tak pogodzona. W gruncie rzeczy był to pewien rodzaj stanu medytacyjnego, tylko w tamtej chwili nie zdawałam sobie z tego sprawy. Cieszyłam się tym uczuciem, że żadna myśl nie jest w stanie zakłócić tego spokoju. W poniedziałek miałam też po raz pierwszy żywe sny, które potem były przez cały tydzień i mam je do dziś. Fascynowało mnie, że potrafiłam dokończyć sen także na jawie, bo nie zakłócił go żaden bodziec wzrokowy. Budzicie się i nic nie widzicie, więc śnicie dalej, po prostu świetne :). Pierwszy kryzys miałam we wtorek, chyba przed południem, bo było to jeszcze przed jedzeniem. Nagle ogarnął mnie niewiarygodny strach, że jestem na wszystko sama, i po raz pierwszy płakałam. Uświadomiłam sobie, że takie stany mam też w normalnym życiu, więc zebrałam wszystkie siły i powiedziałam sobie, że się z tym rozprawię. Wzięłam ze sobą różne przedmioty, które mam od różnych przyjaciół i od członków rodziny, i w tamtej chwili strasznie mi pomogły. Nie jestem sama, wszyscy są tu ze mną. Brałam je po kolei do ręki i wspominałam, jak bardzo jestem szczęśliwa, że ich mam. Kryzys nagle zniknął… I tak na resztę pobytu stworzyłam sobie kolejny rytuał. I używam go do dziś, kiedy trzeba:). Kilka razy zdarzyło mi się, że czułam się tak pięknie i czysto, że po prostu siedziałam i się tym cieszyłam. Delektowałam się jedzeniem, ćwiczyłam jogę godzinami codziennie, w miarę możliwości robiłam ćwiczenia siłowe, poświęcałam się sobie tak, jak chyba w ciemności powinnam. Potem przyszło czwartkowe popołudnie i do domku znowu wszedł nieproszony gość. Strach. Tym razem objawiło się to także fizycznie, bo nie mogłam ani jeść, ani porządnie chodzić. Byłam jak rozjechana tam i z powrotem. W głowie myśli w stylu: jak mam tu wytrzymać jeszcze cały piątek, to ponad moje siły, przecież to jeszcze cały dzień. Nie dam rady… Trwało to kilka godzin i było naprawdę nieprzyjemne, wręcz nie do zniesienia. Oddychałam, mówiłam sobie różne pozytywne rzeczy, przecież ci się to podoba, przecież jest ci tu dobrze itd., ale nic nie pomagało. Pomógł dopiero sen, na szczęście zasnęłam. Po przebudzeniu długo patrzyłam w ciemność( haha, a jakże) i rozmyślałam o tym stanie. Uświadomiłam sobie, jak bardzo czas jest względny, jak bardzo bezsensowne jest myślenie o nim i próby zapanowania nad nim. Miałam za sobą pięć dni, a półtora dnia przed sobą, i ja się tego boję. Przecież dałaś radę już tyle, mówiłam sobie. Ludzki umysł jest czasem naprawdę śmieszny, żeby tak sobie utrudniać tuż przed metą… Musiałam się śmiać sama z siebie. Cieszyłam się, że to sobie uświadomiłam. Człowiek potem lepiej umie pracować z takimi pasożytniczymi myślami. Piątek był świetny, byłam zachwycona i cieszyłam się na świat tam na zewnątrz.
W sobotę rano obudził nas budzik jeszcze przed wschodem słońca. Wyszłam na zewnątrz, gdzie była jeszcze „ciemność”, ale wszystko było widać. Kręciło mi się w głowie, na szczęście uprzedziłaś mnie o tym, Lenčo. To było takie dziwne uczucie, nie do opisania. Nie potrafię słowami powiedzieć, jak bardzo dziwnie się czułam. Byliśmy we trójkę, którzy właśnie opuścili domki, i byliśmy pełni, wszyscy byliśmy jak niemowlęta opuszczające łono matki… Tak się czułam. Wschód słońca był wspaniały, wszędzie była wiosna. Piękno. Chłonęłam to jeszcze przez kilka dni i nie potrafiłam o tym za dużo mówić. Chciałam zachować te uczucia choć przez chwilę tylko dla siebie. Pobyt w ciemności otworzył mi oczy. Odkryłam, jak bardzo kocham życie. Jak bardzo względny jest czas i że kiedy stoję gdzieś autem w korku, to nie jest strata czasu, to po prostu życie, które żyję. Kiedy jestem w domu i tylko się obijam, nie robię sobie wyrzutów, cieszę się tym, nie traktuję tego jako straty czasu. Kiedy w maju pada śnieg, to coś, czego nie zmienię, więc się z tego śmieję. Śnieg w maju, no i co, przecież śnieg jest piękny. Zmoknę i nie uciekam się schować, po prostu zmoknę i znowu wyschnę. Zjem dobre jedzenie i nie liczę kalorii, przecież tak bardzo lubię biegać… Nie żałuję ani jednej sekundy pobytu i bardzo wam obojgu dziękuję za tę możliwość. To było coś wspaniałego.
ta ciemność była dla mnie bardzo cenna, ukryte strony na światło wydobyła.
Choć bardziej niż ciemności pustelni szukałam, ta ciemność wątpliwości mnie pozbawiła.
Wzięła mnie pod czarne skrzydła nocy, pokazała ukryte jądro spraw, którymi się dłużej niż kilka miesięcy dręczyłam, ciemność wszystko w jeden tydzień odkryła.
Pokazała mi moje światło, tak głęboko w sobie ukryte i schowane. Światło, co świeci ludziom i pomaga im uzdrawiać życie.
Pokazała mi, jaką moc w sobie mam, i nakreśliła, jak z nią postąpić sama.
Dziękuję Wam i południowemu sanktuarium za ten jedyny tydzień ciemności. Za Waszą troskę i wsparcie, co wyniosły mnie ku innym horyzontom.
Przeżycia, które tam miałam, jednak zachowam dla siebie, są osobiste i jako takie na razie w sobie je przechowam.
Jeszcze raz dzięki za drogę przez ciemność, co była czymś więcej niż tygodniowym urlopem.
Z miłością i szacunkiem życzę Wam mnóstwa pięknych dni – Daniela, uczestniczka w południowym sanktuarium
minęło osiem miesięcy, odkąd spędziłam u was pobyt w ciemności, i dopiero teraz dostrzegam, jak ciemność wpłynęła na mnie i na moje życie.
Chcę Wam jeszcze raz z całego serca podziękować za to, co robicie.
Podczas pobytu w ciemności znalazłam głęboki spokój i miłość
Po powrocie „z ciemności” przez mniej więcej miesiąc byłam wypełniona głębokim spokojem i miłością. Czułam pojednanie. Wciąż jeszcze wybrzmiewało we mnie wszystko, co w ciemności przeżyłam i zobaczyłam. Z czasem zaczęłam odczuwać pragnienie, żeby przeżyć to wszystko jeszcze raz i znaleźć i zrozumieć sens rzeczy, których nie rozumiałam. Z drugiej strony jakiś głosik w środku szeptał mi, że wiem już wszystko, co wiedzieć potrzebuję. Byłam przekonana, że znam odpowiedzi i że zapanowałam nad swoim ego, a tymczasem to ono powoli zaczęło panować nade mną. Tego jednak do siebie nie dopuszczałam, więc trzeba było przejść małą lekcję 🙂
Nad ego nie da się zapanować
Wydarzyło się kilka sytuacji, które znów otworzyły mi oczy. Był to kilkumiesięczny proces pełen błądzenia, przewartościowywania i łez, na którego końcu czekała na mnie ulga w postaci olśnienia, że wiem, że nic nie wiem.
Wreszcie przyszła pokora, którą znalazłam w ciemności, a po powrocie w zwykłym życiu znowu zgubiłam. Właściwie nie dało się niczego zgubić ani znaleźć, tylko to sobie uświadomić, bo właśnie uświadamianie sobie jest teraz ciemnością i światłem mojego życia.
Czasem tęsknię za ciemnością, za jej aksamitnym objęciem pełnym spokoju, za tymi przepięknymi wizjami i wtedy przypominam sobie dwie noce, kiedy przeżyłam strach tak głęboki, że aż mnie paraliżował, i dociera do mnie, że najpiękniejszym i najważniejszym, co wyniosłam z ciemności, było odnalezienie samej siebie i zrozumienie, że naprawdę liczy się tylko to, żeby żyć świadomie i cieszyć się w pełni każdą chwilą każdego dnia.
Ciemność pomogła mi znaleźć wewnętrzny spokój i pokój, uświadomić sobie samą siebie i zrozumieć, że nie trzeba bać się samotności. Pomogła mi pogodzić się z odejściem moich ukochanych, odsłoniła przede mną piękne prawdy i wglądy tak głębokie, że błędnie tłumaczyłam je sobie po swojemu i nie rozumiałam ich piękna.
Do dziś to wszystko we mnie wybrzmiewa, a ja jestem bezgranicznie wdzięczna i szczęśliwa, że miałam możliwość to wszystko przeżyć.
Przed pobytem w ciemności byłam pełna obaw
Ludzie mówią mi, że się zmieniłam, że promieniuje ze mnie spokój, i sama też tak to czuję, i to mnie uszczęśliwia, bo jeszcze przed pobytem byłam pełna obaw, oczekiwań, niepokoju…
Nie jestem lepsza ani mądrzejsza, tylko pogodzona i jakoś tak wolna. Nie czuję już tego wewnętrznego napięcia co wcześniej i nie denerwują mnie tak bardzo drobiazgi. Wreszcie czuję się szczęśliwa bez wyraźnego powodu. Czasem przyłapuję się na tym, że po głowie chodzą mi głupoty i wylatują ze mnie bezmyślne bzdury, na szczęście przynajmniej już sobie to uświadamiam 😀
Dotarło do mnie, że naprawdę w każdej chwili mogę zdecydować, jakie będzie moje życie. A raczej, jak będę patrzeć na nie i na wszystko, co się w nim dzieje.
Pobyt w ciemności daje każdemu dokładnie to, czego potrzebuje. Moją wewnętrzną potrzebą – pragnieniem było znaleźć wewnętrzny spokój i pokój.
Dziękuję Wam za to, że dzięki Wam było mi to dane :-))
na pobyt w ciemności przyprowadziło mnie moje nienarodzone maleństwo. Już przed jego poczęciem czasem czułam, że to może moja droga, zostawiałam temu wolną przestrzeń, aż podczas jednej medytacji w 7. miesiącu wszystko stało się jasne.
Znaleźć pobyt w ciemności w ciąży nie jest łatwo
Dzięki wspaniałemu podejściu małżonków Roudových mogłam przejść terapię ciemnością nawet w 8 miesiącu ciąży, chociaż inni oferujący tę usługę mnie zniechęcali z powodu możliwych komplikacji albo możliwego przedwczesnego porodu.
Niesamowity pobyt w ciemności na 5 dni
W ciemności spędziłyśmy z maleństwem 5 dni. To było niesamowite. Odkryłam, że to dla mnie żadna nowość, ten sam stan, jak kiedy człowiek jest codziennie w domu, tylko nie macie tam żadnych zabawek (komputera, kuchni, sprzątania itd.). Więc jesteście naprawdę sami ze sobą.
Na początku spałam i dopiero mniej więcej 3 dnia przyszła pierwsza fala, kiedy z podświadomości zaczęły się uwalniać moje lęki, o których myślałam, że dawno już je przepracowałam. Pojawiały się w różnych formach, najlepszą z nich był koszmar nocny.
Światło w sobie znalazłam podczas pobytu w ciemności
Przy takich snach zawsze pomagało mi światło albo przytulenie, tutaj jednak, kiedy się budzicie, jesteście sami i wszędzie jest ciemno, więc jedyne światło jest w was samych. I to był największy skarb, jaki w sobie znalazłam.
Światło we mnie, które świeci, nawet kiedy wszędzie jest ciemno. Po zakończeniu terapii ciemnością oczywiście przyszło wiele kolejnych prób, miało to mniej więcej 14-dniowy pogłos.
Teraz, po miesiącu, mogę powiedzieć, że ten głęboki rodzinny temat jest przepracowany i przeżyty z miłością. Bardzo dziękuję maleństwu i małżonkom Roudovým, którzy byli bardzo przyjaźni i serdeczni.
A te obiady, pycha 😀
Natálie
Zarządzaj zgodą
Aby zapewnić jak najlepszą obsługę, używamy technologii takich jak pliki cookie do przechowywania i/lub uzyskiwania dostępu do informacji o urządzeniu. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie podczas przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Brak zgody lub jej wycofanie może niekorzystnie wpłynąć na niektóre cechy i funkcje.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest ściśle niezbędny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosił subskrybent lub użytkownik.
Statystyki
Przechowywanie lub dostęp techniczny, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie lub dostęp techniczny, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.