608 08 33 33

Dominika – wtulić się w ramiona ciemności

Pobyt ve tme svetlo

O pobycie w ciemności myślałam już od dwóch lat, ale długo trwało, zanim znalazłam odpowiedni termin. Bałam się bowiem, że w ciemności dopadnie mnie mój nie całkiem regularny i nie całkiem bezbolesny cykl. Zresztą właśnie kobieca cykliczność i relacja z własnym ciałem były głównymi tematami, które niosłam ze sobą. Ironią losu (albo moich własnych hormonów) cykl zupełnie niespodziewanie przesunął mi się o dwa tygodnie, więc choć termin pobytu w ciemności miałam świetnie wyliczony, i tak w końcu musiałam zmierzyć się ze swoim strachem. Ale właśnie dzięki temu mogłam się przekonać, że tak naprawdę był zupełnie bezpodstawny. Bóle tym razem nie przyszły, higiena w ciemności wcale nie była tak skomplikowana, jak się obawiałam, a do tego mogłam wreszcie porządnie odpocząć i pozwolić ciału się zrelaksować.

Przygotowania do pobytu w ciemności

Z właściwą sobie sumiennością intensywnie przygotowywałam się do pobytu, także czytając wrażenia i przeżycia wcześniejszych uczestników. Może potem trochę mnie rozczarowało, że nie przyszło żadne przełomowe przeżycie duchowe, na które tak trochę liczyłam. W końcu jednak uświadomiłam sobie, że także ze względu na mój wspomniany wyżej główny temat było właściwie potrzebne i dobre, że mój pobyt rozgrywał się przede wszystkim na poziomie ciała. Również w tej dziedzinie pobyt przyniósł mi wiele nowego. Odkryłam, jak to jest, kiedy naprawdę w pełni potrafię odczuwać swoje ciało i jego potrzeby. Na przykład nie jeść, kiedy nie jestem głodna – tylko dlatego, że ktoś mi to jedzenie przyniósł i że jakoś się tego ode mnie oczekuje. Albo przeciwnie, spać, kiedy mi się zachce – bez względu na to, jaka jest akurat pora dnia. Może to wydawać się banalne, ale wierzę, że nie jestem jedyna, która odłączyła się od swojego ciała do tego stopnia, że sen czy jedzenie regulowała według cyfr na tarczy zegara, a nie według swojego wewnętrznego zegara.

Dźwięki z zewnątrz witałam w ciemności z radością

Ponieważ od dzieciństwa noszę okulary z powodu krótkowzroczności, myślę, że polegam na bodźcach wzrokowych nieco mniej niż większość ludzi. Wierzę, że także dlatego dobrze mi było w ciemności. Przestrzeń „oglądałam” rękami i zaskakująco szybko zaczęłam się w niej pewnie orientować. Dzięki temu uświadomiłam sobie też, że używanie wzroku przede wszystkim mocno przyspiesza moje życie – w ciemności dało się bowiem wykonywać niespodziewanie szeroki wachlarz czynności, tylko było to trochę wolniejsze. Obok dotyku dużo korzystałam też ze wzmocnionego słuchu. (I przyznaję, że cieszę się, że docierały do mnie przynajmniej jakieś dźwięki z zewnątrz, bo absolutna cisza byłaby dla mnie z pewnością o wiele trudniejsza niż absolutna ciemność.) Dzięki temu potrafiłam przynajmniej rozpoznać, czy akurat jest dzień, czy noc. Jednocześnie za każdym razem, gdy usłyszałam szczekanie psa albo rżenie konia, nagle cieszyłam się, że są tu wokół mnie także inne żywe istoty – że choć ich nie widzę, są tu obecne i dają o sobie znać na innym poziomie.

Tygodniowy pobyt w ciemności zakończony rano

Kiedy po tygodniu opuszczałam domek, miałam wrażenie, że zalało mnie białe światło, choć otwierałam drzwi w głębokiej ciemności o czwartej rano. A kiedy po tygodniu znów poczułam pod stopami wilgotną trawę i lekki wietrzyk na twarzy, było to jak pogłaskanie. Do tego doszedł jeszcze niespodziewany bonus: kiedy założyłam okulary, natychmiast musiałam je zdjąć, bo nagle okazały się dla mnie za mocne. Wzrok co prawda nie naprawił mi się całkowicie, ale poprawił się na tyle, że potwierdził to także pomiar u optometrysty, a ja – po raz pierwszy w życiu – kupowałam nowe okulary dlatego, że dioptrie się zmniejszają, zamiast przybywać.

Podobne doświadczenia

Rezerwacja