Miłego wieczoru, Leni i Tomášu.
Pobyt w Ciemności był dla mnie przełomowym momentem. Jakbym przeszła totalną przemianę. Nie odczułam tego od razu, ale dopiero teraz, z perspektywy kilku tygodni…
Przed samym przyjazdem
Léčbę tmou zamawiałam pod koniec maja… nie miałam pojęcia, co będzie się działo przed samym przyjazdem…
Stopniowo przychodziły myśli, które miały mnie zniechęcić… to dla ciebie za dużo pieniędzy, nie zostanie ci prawie żaden urlop, syn, który mieszka w Szkocji, przyjedzie na urlop akurat w tym terminie… i kolejne… aż wszystko przybrało na sile wraz z chorobą psychiczną starszego syna…
Miałam w sobie paniczny strach o niego i rozważałam odwołanie pobytu w Ciemności. Zdecydowałam się dopiero ostatniego dnia. W tym stanie i tak nie pomogłabym synowi. Wsparły mnie słowa Tomáša: ,, Najpierw ty musisz być w porządku, a potem możesz pomóc synowi”.
Jak wyglądały moje pierwsze dni?
Pierwszego dnia nie spieszyłam się z gaszeniem światła. Poznawałam otoczenie, rozłożyłam rzeczy tak, żebym potem łatwo je znalazła. Zgasiłam światło dopiero około dziewiątej wieczorem. Byłam bardzo zmęczona minionymi stresującymi dniami i od razu zasnęłam.
Obudziłam się prawdopodobnie wcześnie rano, tak jak jestem przyzwyczajona wstawać do pracy (wstaję około piątej). Wiem, jak działa zegar biologiczny, i w pierwszych dniach mniej więcej według niego się orientowałam. Kiedy więc obudziłam się pierwszy raz, uznałam, że jest jeszcze wcześnie, i zasnęłam. Potem już tylko w przybliżeniu szacowałam czas.
To, że nie wiem, która jest godzina, wcale mi nie przeszkadzało.
Pierwszego dnia się nudziłam. Ćwiczyłam, śpiewałam sobie (uświadomiłam sobie, jak mało znam piosenek…), czekałam na jedzenie. I czekałam z ciekawością, co będzie dalej, co się będzie działo… nie działo się nic… na prośbę o uświadomienie czegokolwiek dostałam odpowiedź: ,,Kiedy dostaniesz się poza umysł, wtedy przyjdzie odpowiedź”. I tak pozwoliłam myślom płynąć i puszczałam je.
Druga noc
2. noc, z niedzieli na poniedziałek, zaczęło się przejawiać oczyszczanie fizyczne, choć jeszcze sobie tego nie uświadamiałam. Budził mnie nieprzyjemny ból pleców. Myślałam, że to przez pierwszy dzień bezczynności, więc w poniedziałek przed południem dużo ćwiczyłam i rozluźniałam bolące miejsca ćwiczeniami rozciągającymi. Ból w ciągu dnia minął. Ale już następnego dnia nad ranem obudził mnie przeszywający ból brzucha. Pracuję z Reiki, więc z pomocą tej energii znowu rozpuściłam ból. Stopniowo zaczął się rozwijać uporczywy ból głowy, a koło obiadu czułam gorączkę. Zawinęłam się w śpiwór i zasnęłam. Po przebudzeniu nic już nie czułam. W środę rano (czyli po przebudzeniu) oczyszczanie zakończyło się lekką biegunką. Od tej chwili czułam się już dobrze.
Odpowiedzi na moje pytania
Zaczęłam więcej medytować. Przychodziły odpowiedzi na moje pytania, czasem od razu, czasem w formie snu. Przyszły wizje z niektórych obszarów życia i wskazówki, jak iść dalej w sytuacjach, w których dotąd nie umiałam się zdecydować. Kiedy pojawiał się niepokój i przychodziła myśl o chorym synu, pomagał mi oddech… oddychałam słowami
ŚWIATŁO – MIŁOŚĆ, przeprowadzałam je oddechem przez poszczególne czakry albo używałam prastarego trójdźwięku AUM…
Co wyniosłam z ciemności?
Podczas pobytu mocno poczułam Miłość, Pokorę i Wdzięczność za wszystko, co jest… zaczerpnęłam spokoju i ukojenia dla duszy, poćwiczyłam cierpliwość… to wszystko były do tej pory moje słabe strony…
Zrozumiałam, co to znaczy być naprawdę obecną. Przeniosłam swoje odkrycia i uświadomienia do codzienności. Wypuściłam obawy o to, co jeszcze się nie wydarzyło, i rozwiązuję sytuację dopiero wtedy, kiedy naprawdę nadchodzi.
Dzięki sile, spokojowi i równowadze, które zaczerpnęłam i nauczyłam się odnajdywać podczas pobytu w Ciemności, byłam w stanie poradzić sobie z bardzo trudnymi sytuacjami, które nastąpiły niemal od razu po powrocie do domu… chyba ze wszystkich dziedzin… jakby przysypała mnie lawina… tak bardzo trudne….
Co do organizacji dodam tylko: jedzenie było dobre. Zamiast herbaty poprosiłam Lenkę o gorącą wodę. Miałam swoją herbatę i mieszankę kawy, kubeczek i łyżeczkę i przygotowywałam sobie herbatkę albo kawę zbożową sama.
W Ciemności czułam się dobrze. Czułam spokój i bezpieczeństwo.
Leni i Tomku, bardzo dziękuję za możliwość przejścia przez to doświadczenie…
Z Miłością
Dana


