Na pobyt w ciemności zdecydowałem się w styczniu. Przejrzałem oferty i najbardziej spodobała mi się ta u Tomáša i Lenki. Okazało się, że wolny termin jest dopiero za pół roku, co mnie trochu zaskoczyło, ale po prostu poczekałem. We wrześniu wyruszyłem więc do Bykáně, a stamtąd pieszo do Lomca. Od marca chodzę boso, więc czasem mam problem z niektórymi drogami, a ta z Bykáně naprawdę nie należała do najprzyjemniejszych, ale dało się. Za Úmonínem przyszła nagroda w postaci alei grusz i jabłoni. Po przyjeździe zaskoczyła mnie cisza, nikt mnie nie powitał, więc przeszedłem się po ogrodzie i sprawdzałem, czy ktoś jest na miejscu. Po jakimś czasie pojawił się syn Tomáša i Lenki, który wszystko mi wyjaśnił, i mogłem rozpocząć tygodniowy pobyt w ciemności.
Jak przebiegał pobyt w ciemności
Ku mojemu zaskoczeniu bardzo szybko się zorientowałem i poruszanie się w przestrzeni nie sprawiało mi żadnych problemów. Nie dałem natomiast rady wykonać w pełnym zakresie pierwszego ćwiczenia z pięciu Tybetańczyków. W tym ćwiczeniu człowiek kręci się w kółko i powinien zrobić 21 obrotów, w ciemności dawałem radę maksymalnie 14. Pierwszy dzień niemal w całości przespałem i w ogóle spałem dużo, jakieś 14-16 godzin na dobę (naprawdę nie wiem dokładnie, bo czas w ciemności płynie zupełnie inaczej). Wspaniałe było jedzenie, które przynosili Tomáš i Lenka. Nie wiem, czy to dlatego, że pozostałe zmysły mi się wyostrzyły, czy po prostu dlatego, że i tak było świetne, ale to chyba bez znaczenia. Ostatniej nocy już prawie nie spałem i cieszyłem się na wschód słońca. Niestety przyszedł lekki deszcz, więc słońca nie zobaczyliśmy.
W trakcie zauważyłem, że nie jestem w stanie zbytnio skupić się na medytacji, raczej przechodziłem w jakąś formę relaksu, a pozbycie się myśli było trudne. Sporo się też nudziłem. Następnym razem na pewno wziąłbym ze sobą jakieś dzierganie albo wiklinę do wyplatania koszy, żeby móc coś robić. Choć może i to miało być częścią mojej terapii ciemnością, czyli nauczyć się nic nie robić.
Po pobycie w ciemności pieszo do domu
Do domu wyruszyłem pieszo, tym razem prosto do Kutnej Hory. Szedłem przez pola, lasem, potokiem i było dłużej, ale piękniej niż z Bykáně. W domu wszystko po staremu, choć może jakieś zmiany dopiero przyjdą. Na razie mam wrażenie, że jestem trochę spokojniejszy niż wcześniej, ale to chyba trudno ocenić.
Pobyt w ciemności poleciłbym każdemu. Sam pewnie kiedyś na pobyt w ciemności wrócę, ale raczej co roku wybiorę sobie tydzień gdzieś, gdzie będę zupełnie sam (albo jakoś tak). Dla mnie pobyt w ciemności był świetnym relaksem i fantastycznie wypocząłem.
Trzymajcie się ciepło
Jan


