Cześć,
w skrócie, dzień po dniu, to było: nuda, nuda, nuda, aha, kurczę AHA, dziękuję, ciemności.
Pierwsze dni to była naprawdę nuda, może dlatego, że pracuję nad sobą od lat, od
czasu, kiedy omal nie umarła mi partnerka. Do trzeciego dnia naprawdę się nudziłem,
potem przyszły wizje, przelatywałem przez kamienne piwnice i ciągle
ukazywał mi się krzyż wykuty w kamieniu w dwóch wersjach, chrześcijańskiej i celtyckiej,
wieczorem niesamowicie bolały mnie oczy, więc postanowiłem, że aż do
końca będę miał zamknięte oczy.
Naprawdę jest różnica, czy chodzi się w ciemności z zamkniętymi, czy z otwartymi oczami 🙂 . Kiedy miałem zamknięte oczy, orientowałem się bez zderzeń, a w odwrotnej sytuacji nie, z czego wyciągnąłem wniosek, że za bardzo polegam na wzroku i dlatego także w życiu staram się raczej czuć niż patrzeć.
Co wziąłem ze sobą? Jedyne, co wziąłem ze sobą, to zeszyt na notatki, ale żadnych zabawek, żebym był tam sam ze swoją podświadomością.
Co zyskałem?
-
- Świadomość, że jestem kochanym dzieckiem, chociaż dzieciństwo było przerażające.
- Dorosłem, mam 42 lata, w relacji z ojcem, wreszcie zachowuję się tak, jakby
już umarł. - Ukazali mi się dwaj przewodnicy, dobry i zły wilk, i są ze mną cały czas.
- Zaprzyjaźniłem się ze swoim wewnętrznym dzieckiem, jest niesamowicie swawolne i
ma moc uzdrawiania. - Uspokoił mi się wewnętrzny dialog, nawet kiedy znajdę się w zewnętrznej, emocjonalnie dzikiej
sytuacji, potrafię ją spokojnie przeanalizować i pomóc innym.
Stanislav


